Gdy przeglądamy oferty na wynajem długoterminowy samochodu konkretnej marki, może się wydawać, że różnice w cenach nie są duże. Warto jednak zagłębić się w szczegóły i wykonać porównanie kalkulacji. Gdybym podjął pochopną decyzję, w ciągu 4 lat mógłbym wydać o ok. 24 tysięcy złotych więcej niż w przypadku wyboru najtańszej oferty. Zresztą, zobaczcie sami.

W tekście pt. Leasing czy wynajem długoterminowy napisałem o tym, co mnie podkusiło, żeby brać w ogóle pod uwagę wynajem długoterminowy samochodu. W skrócie mógłbym swój wybór uzasadnić tak: jeśli na nowe auto dostanę przyzwoity rabat, a do tego znajdę dobre finansowanie, to tzw. leasing z wysokim wykupem (nieobowiązkowym) może mnie kosztować niewiele więcej niż tradycyjny leasing. Nie zaprzeczam, że ostatecznie prawie zawsze wynajem wyjdzie drożej. Różnice nie muszą być jednak ogromne, a na co dzień niższe raty mogą mieć większe znaczenie niż możliwość odzyskania części pieniędzy na koniec umowy (po sprzedaniu wyleasingowanego auta).

Warto jednak nie rzucać się na pierwszą ofertę, jaką otrzymamy, ale poszukać kilku alternatyw, a następnie wpisać wszystkie cyferki od Excela. Ja tak właśnie zrobiłem i możliwe, że dzięki temu uchroniłem się przed utopieniem dodatkowych 24 tys. zł.

Porównywanie ofert wynajmu długoterminowego – czy jest miarodajne?

Zacznijmy od tego, że zestawianie ze sobą różnych ofert na wynajem długoterminowy samochodu nie jest wcale łatwe. Istnieje wiele stałych i zmiennych, które należałoby wziąć pod uwagę, aby uzyskać kalkulację na 100% odpowiadającą faktycznym kosztom, jakie trzeba ponieść w trakcie trwania umowy.

W niektórych ofertach opłata miesięczna obejmuje już przeglądy, serwis, ubezpieczenie, a nawet zakup, wymianę i przechowywanie opon. W innych otrzymujemy część tych usług, a jeszcze inne umowy zapewniają finansowanie samochodu bez żadnych dodatkowych składników. Chcąc dokonać porównania, nie ustrzeżemy się więc przed pewnymi przypuszczeniami, które można by było zweryfikować dopiero w praktyce.

Do tego dochodzą różnice związane z polityką serwisową i gwarancyjną różnych marek. Decydując się na auto A, możemy otrzymać dłuższą gwarancją, za to przy samochodzie B możemy wykupić korzystne cenowo pakiety przeglądów. W tym tekście nie wchodzę jednak w tego typu szczegóły. Obliczenia wykonałem dla wybranego już modelu samochodu. Wiedziałem, jakie auto mniej interesuje i w jakiej wersji. Wiedziałem też, jakie elementy wyposażenia muszę mieć, a jakie traktuję opcjonalnie, na zasadzie „fajnie by było”.

W poszczególnych kalkulacjach pewne elementy mogą się minimalnie różnić, ponieważ nie była to tylko teoretyczna praca z Excelem, ale praca na „żywych” ofertach, minimalnie modyfikowanych w oparciu o rozmowy z handlowcami czy też własne wnioski. I tak, początkowo zakładałem wpłatę własną na poziomie 13%, natomiast później wartość początkowa wzrosła do 15%. Wpłata własna nie ma jednak wpływu na sumę kosztów, a jedynie jest sposobem na zmniejszenie wysokości miesięcznych rat.

Bardziej dyskusyjne może być ustalenie kosztów serwisu, a szczególnie przeglądów okresowych. Tam, gdzie nie były one częścią pakietu, kierowałem się szacunkowymi danymi z forów internetowych. Dla wybranego auta założyłem przeglądy co 20 tys. km w orientacyjnej cenie 2 tys. zł brutto za przegląd. O tym, że jest to w miarę słuszne założenie, może świadczyć oferta jednej z firm, która wyceniła roczny pakiet serwisowy na podobną kwotę, tyle że… netto.

Kolejna ważna sprawa to pakiet ubezpieczeń. W ofercie dealerskiej podana przeze mnie rata obejmuje ubezpieczenie GAP, które teoretycznie nie jest obowiązkowe, ale w praktyce jest traktowane jako oczywistość. Nie ma tam za to ubezpieczeń komunikacyjnych, które wg informacji od dealera, w pierwszym roku umowy wynosiło 2,7% wartości samochodu. A więc przy droższym samochodzie (lub mniejszym rabacie na auto), rośnie także cena ubezpieczenia.

Z kolei w pozostałych ofertach ubezpieczenie było już zawarte w umowie, ale nie ma tam GAP, który – podobno – nie ma większego sensu, gdy mówimy o umowach auta na abonament. Przyznaję, że tego tematu mocno nie drążyłem i w tym przypadku zdaję się na bardzo ogólne informacje uzyskane od konsultantów.

Jak więc widzisz, poniższe porównanie ofert ma pewne niedoskonałości, a jednak i tak myślę, że takie przybliżone kalkulacje powiedzą nam bardzo dużo o poziomie atrakcyjności poszczególnych ofert. Nawet bez przywiązywania się do szczegółów (10 zł czy nawet 100 zł w jedną lub drugą stronę) widać, jak mocno poszczególne oferty na wynajem długoterminowy samochodu różnią się między sobą.

Dlaczego nie skorzystałem z finansowania dealerskiego?

Na początku w ogóle nie zamierzałem szukać jakichkolwiek firm leasingowych, pośredników finansowych itd. Uznałem, pewnie tak jak wielu klientów, że nie ma co kombinować. Idę do dealera, proszę o ofertę, a dzięki temu wszystko załatwiam szybko, sprawnie i bez ryzyka, że trafię np. na nieuczciwego pośrednika.

Gdybym wybrał auto marki B, prawdopodobnie pozostałbym przy finansowaniu dealerskim. Dlaczego? Samochód był oferowany z dużym rabatem, do tego miał już „w wyposażeniu” przeglądy i przedłużoną gwarancję (opcja, ale w stosunkowo dobrej cenie) i w efekcie raty mieściły się w zakładanym budżecie. Byłem przekonany do tej oferty, ale – po jazdach próbnych – nie przekonałem się do samego modelu auta (nigdy nie rezygnuj z jazdy próbnej!). Ostatecznie zdecydowałem się na pojazd konkurencyjnej marki A – i wtedy zaczęły się schody.

Po pierwsze, samochody tej marki przy przy wynajmie dealerskim oferowane są w cenach katalogowych (czyli bez rabatów). Po drugie – pakiety serwisowe są tak drogie, że istnieje szansa, iż taniej uda się zrobić przeglądy bez korzystania z nich. Po trzecie – mniej zaangażowani handlowcy niespecjalnie ułatwiali „zakup” samochodu, ale kwestię obsługi klienta zostawię sobie na kolejny odcinek tego serialu.  

Na moje szczęście, gdy – z bólem serca – już prawie zdecydowałem się na finansowanie dealerskie, postanowiłem dać szansę kilku innym firmom. Dziś wiem, że było warto.

1. Oferta wynajmu długoterminowego od dealera

Generalnie jest to oferta, jaką otrzyma każdy Kowalski, kiedy po zabawach z konfiguratorem na stronie internetowej danej marki zapisze plik z ofertą i wyśle do dowolnego handlowca w dowolnym salonie tej marki w Polsce.

Zauważmy, że ze względu na to, iż na auto nie otrzymałem rabatu, wyższe były nie tylko raty (obejmujące GAP), ale i wpłata własna. Dodatkowo musiałbym opłacić ubezpieczenie – w pierwszym roku koniecznie narzucone przez instytucję finansującą. Miesięcznie wyjdzie prawie 400 zł na samo ubezpieczenie komunikacyjne.

Do tego – przy przebiegach wynoszących ok. 20 tys. km na rok, trzeba się spodziewać mniej więcej jednego przeglądu co 12 miesięcy. To także całkiem pokaźny koszt. Do kalkulacji nie wliczyłem opon, a przecież „zimówki” też przydałoby się kupić, wymienić, a w moim przypadku również oddać na przechowanie.

Czy jednak na pewno musi być tak drogo? Nie, o czym świadczy druga oferta od tego samego dealera.

2 – Gdy dealer się postara…

Jak wspomniałem, w przypadku tej konkretnej marki wynajem dealerski wiąże się z utratą prawa do rabatu. Na szczęście jest to tylko pół prawdy. Rozmawiałem z wieloma handlowcami na temat różnych ofert i prawdę mówiąc tylko dwóch zaproponowało mi ofertę specjalną. Zapamiętaj to określenie, ponieważ może być ono słowem-kluczem również podczas Twoich negocjacji z handlowcami.

W tym przypadku oferta specjalna oznacza, że dealer zgłasza do firmowego banku wniosek o ofertę leasingu na auto, ale z jedną zmianą – nie będzie to już wniosek o najem w ramach programu X, ale o leasing z wysokim wykupem. Dodatkowo, wyjście z programu X pozwala na negocjację ceny.

Pierwszy raz ofertę specjalną otrzymałem na gotowy egzemplarz z ogłoszenia. Koszt raty wyszedł jednak na takim poziomie, że w ogóle nie byłem zainteresowany. Drugi raz ofertę specjalną otrzymałem u dealera, który wykonał dla mnie kalkulację na auto „do produkcji” i któremu powiedziałem, że rozważam zewnętrzne finansowanie.

Aby mnie przed tym powstrzymać, dealer przygotował kalkulację numer dwa i dostał zgodę banku na przedstawienie mi takiej oferty. 20% rabatu pozwoliło obniżyć zarówno wpłatę własną, jak i koszt ubezpieczeń, przy zachowaniu raty miesięcznej w podobnej wysokości. Ta oferta była zdecydowanie lepsza od pierwsza, co pokazuje, że gdy sprzedawca się postara, może wiele zdziałać. Niestety, nie zawsze mu się chce.

3. Abonament na samochód – czy się opłaca?

Długo broniłem się przed firmami oferującymi auta w abonamencie „wszystkomającym”. Na pierwszy rzut oka ich oferty wydają się droższe, co wynika ze składników dodanych do raty. A po głębszej analizie?

W przypadku modelu, którym się interesowałem, finansowanie samochodu dostępnego na stronie stronie internetowej firmy typu CFM (car fleet management) było dość atrakcyjne, ale nie musimy na tym poprzestawać. Możemy wysłać ofertę wynegocjowaną z dealerem i poprosić o kalkulację. I to może być najlepsza możliwa opcja!

U mnie okazało się, że rata na auto spadła do 867 zł netto. Co prawda zwiększyłem o 2% wpłatę własną, ale i tak różnica w cenie raty była duża. Proporcjonalnie wysoka wydaje się natomiast dopłata za serwis, ubezpieczenie i assistance (prawie 500 zł netto w każdym miesiącu). Tak, to dużo, ale płacąc oddzielnie, poza miesięczną ratą, te koszty okazałyby się prawdopodobnie jeszcze wyższe!

Dodatkowo rata mogła zostać powiększona o pakiet związany z obsługą opon (80 zł netto miesięcznie), jednak z moich obliczeń wynikło, że samodzielne zajęcie się oponami (zakup, wymiana, przechowywanie) będzie wyraźnie tańsze.

W tym miejscu należy też wspomnieć o niekorzystnym aspekcie podatkowym. Jeśli za ubezpieczenie płacimy oddzielnie, poza ratą najmu, wtedy wliczamy ją w koszty w kwocie brutto. Jeśli natomiast mamy już w racie, w koszty wliczymy kwotę netto. To kolejny niuans, który utrudnia dokładne obliczenia. Nie sądzę jednak, żeby uwzględnienie związanych z tym kosztów podatkowych mocno wpłynęło na wyniki mojego porównania.

4. Wynajem samochodu w firmie leasingowej

Dla świętego spokoju i pełnego obrazu sytuacji wypełniłem formularz na stronie forum internetowego poświęconego leasingowi. W odpowiedzi miałem otrzymać około 5 ofert. A ile dostałem? Jedną. No dobrze, włączmy więc i ją do zestawienia, tym bardziej, że jest najdroższa.

Wpłata własna byłaby taka sama jak w firmie CFM, ponieważ analizowana była dokładnie ta sama oferta, z wpłatą własną w wysokości 15%. Rata byłaby podobna jak przy finansowaniu dealerskim. Pakiet serwisowy? Nie wiem czemu miałby służyć, bo raczej nie klientowi. Istnieje duża szansa, że poza pakietem przeglądy okazałyby się tańsze. Największym problemem jest jednak ubezpieczenie – aż 431 zł miesięcznie, co daje ponad 5.100 zł rocznie.

Po zsumowaniu wszystkich opłat naszym oczom ukazuje się bolesna prawda. W stosunku do najtańszej oferty, w tym przypadku w każdym miesiącu traciłbym prawie 500 zł brutto, co w ciągu czterech lat oznacza różnicę wynoszącą blisko 24.000 zł. Taka jest cena wybierania „pierwszej lepszej” oferty, bez poszukiwań alternatyw. Niestety, podobnie przepłaciłbym wybierając pierwszą, standardową ofertę dealerską.

5. Wynajem długoterminowy od pośrednika

Kolejny punkt zwrotny w moim „zakupie” samochodu był skutkiem zbyt długiego oczekiwania na załatwienie sprawy w firmie CFM. Okres urlopowy sprawił, że po prostu nie było komu zająć się moim wnioskiem, tym bardziej, że jako klient „nie-flotowy” raczej nie byłem na liście priorytetów.

A gdyby tak uderzyć do kogoś, kto ma już wydeptane ścieżki w tego typu firmach? A do tego ma spore zniżki u dealerów, ponieważ zamawia auta hurtowo, a nie po jednej sztuce? Właśnie tak działają pośrednicy, którzy łączą dealerów i firmy finansujące z klientami. Z jednej strony, dodatkowe ogniwo w tym łańcuchu może oznaczać dodatkowe koszty lub komplikacje, z drugiej – dobry doradca, mający kontakty, orientujący się w branży i podchodzący do klienta po partnersku, może być na wagę złota.

Przez dłuższy czas problemem był mój brak zaufania do tego typu firm. Nie chciałem trafić na pośrednika, który prowizję pobiera bezpośrednio od klienta (a takich, którzy życzą sobie 5 tys. zł za usługę też nie brakuje). Pod uwagę mogłem wziąć tylko taką firmę, która byłaby pozytywnie oceniana przez klientów (a w branży leasingowej to naprawdę rzadkość). I w końcu znalazłem.

Po raz pierwszy w życiu uległem magii influencera. Z dużym dystansem podchodzę do sytuacji, kiedy jakaś firma ma w internecie same pozytywne opinie. Zapala mi się wtedy lampka ostrzegawcza i zaczynam podejrzewać, że ktoś tu zlecił usługę „marketingu szeptanego”. Tym razem jednak, wśród wielu entuzjastycznych opinii znalazłem też tę, którą napisał człowiek, którego znam z jego bloga. Wiem, że ta opinia była prawdziwa, bo dotyczyła transakcji, o której pisał u siebie. Wiem też, jak wymagający jest to klient i jak trudno zasłużyć na jego uznanie. Skoro więc on był zadowolony, a i inne informacje na temat firmy stawiały ją w pozytywnym świetle, w końcu przełamałem swój opór.

No dobrze, ale co z ofertą? Otrzymałem ją i tak – okazała się najlepsza . Muszę jednak dokonać ważnego zastrzeżenia. Kolumna z ofertą numer 5 dotyczy samochodu w nieco innej konfiguracji niż w pozostałych kolumnach. Jest to wersja z oferty pośrednika, a więc samochód będący elementem zamówienia „hurtowego”. W związku z tym, jako klient, nie mogłem w żaden sposób zmodyfikować wyposażenia. Miałem szczęście, ponieważ różnica pomiędzy moją konfiguracją a konfiguracją pośrednika była niewielka.

Prawda jest jednak taka, że ta kalkulacja jest korzystniejsza nie tylko dlatego, że pośrednik uzyskał większy rabat niż ja, ale także dlatego, że samochód nie miał kilku dodatków, które zamierzałem zamówić. Posiadał jednak wszystkie te elementy, które uznawałem za „must have”, a brak niektórych opcji zrekompensowała mi niższa cena. Po prostu uznałem, że w tak niepewnych czasach jak obecne, niższa rata znaczy dla mnie więcej niż np. lepszy system audio.

I jeszcze jedna ważna informacja. Opcja pośrednika zawierała już pakiet „oponiarski”, z którego nie mogłem zrezygnować. Po prostu był on tutaj stałym elementem ceny, tak samo jak serwis i ubezpieczenie.

A jednak, nadal wychodzi taniej, choć różnica w porównaniu z bezpośrednią ofertą z firmy CFM – przy kosztach, o których tu mówimy – nie jest przepastna. Średniomiesięcznie jest to niecałe 100 zł brutto (tam, wariant bez opon, ale za to auto z ciut lepszym wyposażeniem).

6. Oferta od dealera, ale finansowanie od pośrednika

No dobrze, ale jak wyglądałoby porównanie dokładnie tej samej wersji samochodu – w firmie CFM oraz u pośrednika współpracującego z CFM? Skoro mam, pokażę również tę opcję. To wskazówka: nie sugeruj się z góry, czy lepsza jest firma CFM, leasingodawca czy pośrednik, bo każdy przypadek może być inny i trzeba go indywidualnie skalkulować.

Gdy poprosiłem pośrednika o kalkulację na podstawie mojej oferty wynegocjowanej u dealera, koszty okazały się znacznie wyższe. O czym to świadczy? O tym, że jeśli weźmiemy ofertę z firmy CFM i dodamy do tego prowizję dla pośrednika, cena będzie wyższa. Wniosek? W takim przypadku lepiej uderzyć do CFM osobiście, bez pośredników.

Dlaczego więc oferta nr 5 jest tak dobra? Dlatego, że pośrednik, zamawiając od razu kilka lub kilkanaście samochodów do produkcji, uzyskuje u dealera rabaty niedostępne dla zwykłych śmiertelników. Ja, aby uzyskać w salonie rabat na poziomie 20%, musiałem zamówić wyposażenie dodatkowe o wartości minimum 15 tys. zł. Taki był warunek. Ale pośrednik składający zamówienie na kilka samochodów jednocześnie, może otrzymać taki lub wyższy rabat bez względu na wartość wyposażenia dodatkowego. I to stanowi jego przewagę. 

To sprawia, że przy tańszych wersjach wyposażenia, oferta pośrednika staje się nie do pobicia, i to nawet z uwzględnieniem nieco wyższych kosztów finansowania. Z kolei w przypadku bogato wyposażonych aut, przewaga pośrednika może już być niewielka lub nawet może nie być jej wcale.

Jak zwykle, wszystko zależy od sytuacji. A zależeć może i od marki samochodu, i od konkretnej wersji wyposażenia, czy w końcu od wybranej firmy i jej polityki cenowej. W gruncie rzeczy tym wpisem chcę Cię przekonać tylko do jednego – porównaj kilka ofert, zanim wybierzesz. Policz wszystkie składniki ceny, ale też średni koszt miesięczny. Dopiero to da Ci odpowiedź pytanie, którą ofertę wybrać.

Na koniec porównanie różnic. 0 zł to najtańsza oferta. W pozostałych kolumnach znajdziesz różnice w stosunku do oferty najtańszej – czyli o ile więcej zapłaciłbym w skali miesiąca lub w skali całego okresu obowiązywania umowy, gdybym nie wybrał najtańszej opcji.

 

PS. Komentarze, jak zwykle, są mile widziane, ale bez promowania konkretnych firm. Linki i nazwy firm będą usuwane.