Niemal każdy przedsiębiorca staje od czasu do czasu przed wyborem tego jedynego lub kolejnego auta do firmy. Kiedy tą najwłaściwszą możliwością będzie BMW serii 1? To auto dla specyficznych odbiorców – tych, którzy nie potrzebują dużego samochodu, ale są gotowi sporo zapłacić za technologiczne zaawansowanie i prestiż związany z marką. Z tego powodu – przynajmniej w małej firmie – częściej będzie to auto dla właściciela (właścicielki) niż np. dla handlowca lub innego pracownika.

Odsuńmy na razie na bok dywagacje związane z ceną, czy też granicą od której zaczyna się klasa premium – czyli to wszystko, co potrafi rozpalać gorące dyskusje. Zajmijmy się samym autem.

Najładniejsza w historii

O nowej Jedynce wreszcie bez obaw da się powiedzieć, że to auto może się podobać. Nowa generacja znacznie lepiej niż poprzednie wpisuje się w popularne gusta, a niektórzy twierdzą nawet, że BMW zapatrzyło się na A-klasę Mercedesa. Faktycznie, patrząc na samochód z boku, da się dostrzec podobieństwo i niekoniecznie musi być to zarzut.

Jednak patrząc z przodu, nikt zapewne nie pomyli BMW z inną marką. Dwuczęściowy grill – analogicznie jak w innych nowych modelach bawarskiego producenta – znacznie urósł, ale akurat w tym modelu mnie to nie razi. Patrząc na całokształt, auto jest zwarte, zgrabne i stylistycznie udane.

Trójka w pomniejszeniu

Udana stylistyka i wysokiej jakości materiały – tym wita nas BMW 1, gdy przekroczymy jego próg. Deska rozdzielcza to nieco zminiaturyzowana wersja tego, co pojawiło się najpierw w Serii 3, a później we wszystkich kolejnych modelach marki. Model 120d xDrive, który miałem do dyspozycji, był wyposażony niemal we wszystko, co do tego samochodu można zamówić. Stąd też wirtualny kokpit oraz ekran multimedialny z najnowszą i bardzo rozbudowaną wersją systemu – dwa ekrany, choć duże, zgrabnie wkomponowano w kokpit.

Przy również zgrabnej (stosunkowo niewielkiej) dźwigni zmiany biegów (8-stopniowy automat) znajdziemy przyciski do zmiany trybu jazdy (Eco Pro, Comfort, Sport) oraz pokrętło do sterowania multimediami iDrive. Pokrętło pozwala wygodnie sterować multimediami, a na jego powierzchni możemy palcem rysować litery, np. podczas ustawiania celu dla nawigacji. Niestety, osoby mające lekarski charakter pisma raczej z tego udogodnienia nie skorzystają (system źle rozpoznawał wpisywane przeze mnie litery). Głównym ekranem możemy sterować także dotykowo.

Całość wygląda ładnie, nowocześnie, solidnie, a materiały użyte do wykończenia wnętrza są w większości dobrej jakości. Testowany egzemplarz wyposażony był także w oświetlenie ambientowe. Dzięki podświetlanym listwom po zmroku w aucie robi się jeszcze przyjemniej niż za dnia.

„Mój” egzemplarz był też wyposażony w fotele sportowe ze zintegrowanym zagłówkiem – dobrze wyglądały, ale co ważniejsze, okazały się bardzo wygodne.

To nie jest lider przestronności

Czy w nowym BMW 1 ilość miejsca jest wystarczająca? W tym aucie na pewno nie jest tak przestronnie jak w Trójce, jednak dostępna przestrzeń jest raczej typowa dla kompaktów – tak z przodu, jak i z tyłu. Dwie dorosłe osoby z przodu i dwoje dzieci na tylnej kanapie może podróżować wygodnie nawet na długich trasach.

Niestety, w dłuższych wyprawach przeszkodzić może pojemność bagażnika – 380 litrów (1.200 l. przy rozłożonych tylnych kanapach). Tragedii nie ma, ale „zwykłe” auta klasy C często mogą pochwalić się przestrzenią bagażową przekraczającą 400 litrów. Plusem w Jedynce będzie taśma, za którą możemy włożyć np. dwie butelki piwa (sprawdziłem, przeżyły!), haczyki na zakupy oraz schowek pod podłogą (bez koła zapasowego). Towaru do sklepu ani zakupów z Ikei jednak tam nie zmieścimy.

Prawdziwe BMW – przyklejone do drogi

Czas na to, co tygryski lubią najbardziej! Wciskamy przycisk „Start” i… Słyszymy lekki klekot. Tak, to diesel, ale zauważamy to głównie na postoju. Nie można powiedzieć, że jest głośny, co to, to nie. A gdy już ruszymy, jednostka napędowa okazuje się bardzo cicha. Podczas jazdy z prędkością 120 km/h w czasie ulewy (co powodowało dodatkowy hałas) i przy włączonym radiu, mogłem rozmawiać z pasażerką bez podnoszenia głosu.

Jazda w sążnistym deszczu ujawniła jeszcze jedną właściwość. BMW 120d xDrive (czyli wersja z napędem na wszystkie koła) trzyma się jezdni niczym Małysz skoczni przed mistrzowskim skokiem w Vikersundbakken. Samochód w każdych warunkach jest idealnie przyklejony do drogi – auto i asfalt stanowią jedność. Nie ruszają go żadne podmuchy wiatru, nie straszna mu płynąca jezdnią woda i oczywiście – jak na prawdziwe BMW przystało – połyka zakręty jak… (no dobrze, tym razem bez porównań).

 

Do tego muszę wspomnień o skrzyni biegów, ponieważ biegi zmieniają się tak płynnie, jakby w ogóle ich nie było. Trudno dostrzec moment, w którym bieg wskazuje na wyższy, ponieważ samochód robi to dokładnie wtedy, gdy powinien. W punkt! Nie zauważyłem żadnego opóźnienia, ani jednego szarpnięcia – nic, co pozwoliłoby mi pokręcić malkontenckim nosem.

Za zawieszenie i skrzynię przyznałbym więc najwyższą możliwą ocenę, choć zastanowiło mnie, że tym razem lepiej jechało mi się w trybie Comfort niż w lubianym przeze mnie (tyle że w „Trójce”) trybie Sport. Mogło to jednak wynikać z warunków pogodowych, w jakich przeprowadzałem swój test.

Dynamicznie, ale bez efektu “wow!”

A co z silnikiem? Patrząc na suche dane techniczne, spodziewałem się czegoś więcej. Na papierze autko ma aż 190 KM a od 0 do 100 km/h przyspiesza w równe 7 s. Gdybym tego nie wiedział, subiektywnie obstawiałbym ok. 9-10 s. W praktyce nie jest źle. Przyspieszenie jest wystarczające do codziennej jazdy i to zarówno w mieście, jak i w trasie.

Nie jest to jednak samochód, który „wyrywa się” przed siebie – szczególnie przy ruszaniu można mieć wrażenie pewnej ociężałości. Ale to obecnie częste zjawisko w wielu samochodach – auta po prostu coraz więcej ważą (tutaj, częściowo przez xDrive: 1.590 kg), stąd potrzeba pewnej siły, by ruszyć je z miejsca. Ogólnie rzecz biorąc, w BMW 120d mocy miałem pod nogą dokładnie tyle, ile potrzebowałem – nie za mało, ale i bez tego miłego wrażenia, że mam jeszcze w zanadrzu jakiś zapas koni mechanicznych.

Warto wspomnieć, że według wskazań komputera silnik zużywał średnio 6,4 litra/100 km. Jak na jazdę w warszawskich korkach – bardzo dobry wynik!

Nie dla tradycjonalistów

Silnik da się polubić znacznie szybciej niż nowe multimedia. Gdy oglądałem testy różnych modeli BMW na YouTube, testerów krytykujących nowe wskaźniki i multimedia posądzałem o przesadę. Ale niestety, mieli rację! Na wyświetlaczu przed kierowcą dzieje się wiele, ale niewiele widać. Zapewne da się do tego przyzwyczaić. Zanim to jednak nastąpiło, przestawiłem wyświetlacz w tryb spokojny, w którym ekran jest stonowany i wyświetla mniej informacji (na szczęście jest taka opcja).

W czasie jazdy bardzo pomocny był natomiast wyświetlacz head-up, który na szybie przed kierowcą wyświetla aktualną prędkość, wskazówki z nawigacji oraz aktualne na danym odcinku drogi ograniczenie prędkości (zazwyczaj – choć nie zawsze – bezbłędnie).

Przeszkadzało mi, że licznik przebiegu był widoczny na ekranie tylko na postoju. W zanadrzu jest co prawda jeszcze tzw. licznik dzienny, ale ten też znalazłem nie od razu. Musiałem przedrzeć się przez ustawienia drugiego ekranu i znaleźć go w ustawieniach pojazdu – dopiero tam można zapoznać się ze średnim zużyciem paliwa, średnią prędkość i dystansem przejechanym od ostatniego resetu.

Przyznaję, że wolę bardziej tradycyjne rozwiązanie, gdy tego typu informacje mogę sprawdzić w dowolnej chwili na wyświetlaczu za kierownicą. Tak więc nie – nie specjalnie polubiłem się z systemem multimedialnym najnowszej generacji, choć może być i tak, że miłość, by mogła rozkwitnąć, wymagałaby dłuższej bliskości…

Doceniam natomiast, że w BMW serii 1 wciąż dostępne są fizyczne przyciski – m.in. klimatyzacji. Tam gdzie sterowanie było tradycyjne, zawsze okazywało się wygodniejsze.

Chociaż irytowało mnie np. pokrętło do uruchamiania tylnej wycieraczki, która może pracować albo w trybie „non-stop”, albo wcale, bez opcji pracy w odstępach czasowych ani bez możliwości jednorazowego „machnięcia” wycieraczką (chyba, że od razu z uruchomieniem spryskiwacza). Ale tu już wchodzimy w tematykę drobnych upierdliwości, które dla jednych będą miały znaczenie, a dla innych w ogóle… Cóż, to już kwestie indywidualne.

Dla kogo BMW 120d xDrive?

BMW 120d xDrive to wysokiej klasy samochód kompaktowy, bardzo dobrze dopracowany pod względem mechanicznym (zawieszenie, skrzynia biegów, silnik), ale z wymagającym przyzwyczajenia systemem multimedialnym. Auto bardzo odpowiednie do sprawnego poruszania się w miejskiej dżungli.

Jak na kompakt dość szerokie (1.799 mm), ale w manewrowaniu pomoże cała masa czujników, kamer czy asystentów (np. pojazd może sam się “wyparkować” na podstawie zapamiętanych ostatnich 50 metrów). Ten samochód nie udaje jednak, że jest autem stworzonym na codzienne długie trasy. Bagażnik może nie wystarczyć na walizki dla kilkuosobowej rodziny, a i przestronność we wnętrzu jest umiarkowana.

Komu bym więc ten samochód polecił? Według mnie idealny kandydat na modelowego klienta BMW serii 1 to właściciel (a może częściej – właścicielka) małej firmy. Osoba, która zwraca uwagę na estetyczne dopieszczenie szczegółów, spędza dużo czasu w samochodzie, ale przez 70-80% czasu kursuje głównie po mieście – np. pomiędzy oddziałami salonów kosmetycznych i hurtowniami, w których kupuje małe opakowania kosmetyków (a więc wystarczy mały bagażnik). Chce mieć auto dynamiczne, nowoczesne, ale i takie, które doda paru punktów do prestiżu. Nie ciasne, ale też nie za duże, bo w mieście ważna jest wygoda podczas parkowania.

Dzięki leasingowi lub abonamentowi tego typu auto będzie można w miarę korzystnie sfinansować, chociaż ceny BMW serii 1 zaczynają się od ok. 120 tys. zł, a dostępna lista wyposażenia dodatkowego pozwala podnosić cenę chyba w nieskończoność…

Komu bym tego auta nie polecił? Komuś, kto potrzebuje samochodu także na dłuższe trasy lub na wyjazdy z rodziną, a BMW serii 1 rozważa jako tańszą alternatywę dla BMW serii 3. To prawda, że cena wyjściowa (wg konfiguratora) za Jedynkę jest niższa o kilkadziesiąt tysięcy złotych, ale jak usłyszałem w salonie „na Trójki są lepsze promocje”. W efekcie, jeśli zdecydujemy się na finansowanie dealerskie, bez trudu możemy „wyrwać” nową i już przyzwoicie skonfigurowaną Trójką w cenie o 20% niższej niż wynika z oficjalnego konfiguratora. Z Jedynką taka sztuczka może się już nie udać. W efekcie – model serii 3 możesz kupić w cenie porównywalnej jak model z serii 1. Jeśli więc marzy Ci się Trójka, ale obawiasz się, że stać Cię “tylko” na Jedynkę – niewykluczone, że jesteś w błędzie.

Podsumowanie

BMW 120d xDrive jest samochodem dla tych, którzy nie mają podobnych dylematów i którzy potrzebują po prostu mniejszego BMW. W ich przypadku argument cenowy nie decyduje o tym, jaki model wybierają. BMW 120d xDrive (ale i każda inna Jedynka) to auto dla tych, którzy wiedzą czego chcą. I jeśli podejdziemy do tego w taki właśnie sposób, okaże się, że jest to świetny kompakt klasy premium, wyceniony adekwatnie do tego, jak jeździ i jak nowocześnie jest wyposażony.

Z samochodem zapoznałem się w ramach akcji promocyjnej BMW, umożliwiającej wypożyczenie auta na 24-godzinną jazdę próbną.