Mazury – dla wypoczynku, życia i biznesu

Zazwyczaj Mazury kojarzymy z miejscem doskonałym na weekendowy wypad lub letni urlop. Szczególnie w blasku słońca, niesamowite krajobrazy z dziesiątkami jezior zapierają dech w piersiach. Gdy połączymy to z możliwością żeglowania, smaczną kuchnią opartą na rybach oraz z historycznym bogactwem, stanie się jasne, dlaczego tak wiele osób zakochało się w Mazurach i chce wracać tam jak najczęściej.

Od tego zazwyczaj się zaczyna. Od wakacyjnego wyjazdu, od chęci powrotów, od tego uzależniającego chilloutu, poczucia zrelaksowania, gdy żeglujemy po mazurskich jeziorach. Miłość do Mazur może przyjść nagle i niespodziewanie, ale może też dojrzewać powoli, latami – po prostu coś nas wtedy ciągnie do Krainy Wielkich Jezior Mazurskich, choć jeszcze nie potrafimy tego nazwać.

Większość ludzi poprzestaje na tym, by w okolice Giżycka, Węgorzewa czy Mikołajek przyjeżdżać w okresie wakacyjnym. Ale są i tacy, którzy w pewnym momencie podejmują decyzję, aby właśnie tam spędzić resztę swojego życia – zamieszkać, zająć się biznesem z widokiem na jezioro i żyć tam na co dzień, a więc nie tylko w czasie, gdy nad wodą tłoczno jest od plażowiczów, a przy kejach brakuje miejsc do cumowania.

Z Norwegii do Polski

Tak, jak zrobiła to Bente Pedersen – Norweżka, która w Polsce pracowała jako biegły rewident. Kiedy korporacyjna rzeczywistość już ją zmęczyła, postanowiła, że zajmie się własnym biznesem. Odłożyła pieniądze, które mogła zainwestować, jednak początkowo nie miała jeszcze pewności, jaką firmę chciałaby założyć. Szukała pomysłów.

Kiedy dowiedziała się, że wojsko ogłosiło przetarg, w wyniku którego można przejęć teren ośrodka wczasowego nad Jeziorem Kisajno, nie zastanawiała się długo. Piękne położenie tego miejsca dawało niemal gwarancję, że turyści będą chcieli je odwiedzać, a że Bente Pedersen pochodziła z rodziny, która miała tradycje hotelarskie i gastronomiczne, taki kierunek biznesu wydawał się całkiem logiczny.

Stanica Wodna Stranda – widok z domku o poranku

Kiedy kilkanaście lat temu nowa właścicielka przejmowała ośrodek, infrastruktura była marna i w kiepskim stanie. Dziś Stanica Wodna Stranda przyciąga gości portem dla łodzi i jachtów, nowoczesnymi domkami oraz kuchnią na poziomie dobrej klasy hotelu.

Ale to nie wszystko, bo na tyłach ośrodka właśnie rozpoczyna się budowa trzech apartamentowców – niewysokich, w sumie na około 60 mieszkań, z których każdy posiada widok na jezioro. Inwestycja jest na tyle kameralna, że nie zaburzy krajobrazu, a zarazem na tyle wyjątkowa, że apartamenty mają szansę sprzedać się „na pniu”.

Sama właścicielka mówi, że nie potrafi usiedzieć na miejscu, wciąż musi wymyślać coś nowego i właśnie ten twórczy aspekt biznesu daje jej najwięcej energii. Uwielbia miejsce, które znalazła dla siebie na Mazurach. Jak twierdzi, jedyne, czego jej czasem brakuje nad Jeziorem Kisajno, to zapach morza – ten, który pamięta z Norwegii.

Port jachtowy zamiast supermarketów

Magnetyczny urok Mazur potrafi nie tylko sprawić, że rodowita Skandynawka właśnie tam odkrywa swoje miejsce do życia i pracy. Zdarza się, że pod wpływem Mazur zmienia się dotychczasowa koncepcja biznesowa!

Czy kojarzycie markę King Cross? Jeśli przywodzi Wam na myśl duże centra handlowe, macie rację, choć znaczy to również, że nie jesteście “na bieżąco”. Otóż firma postanowiła zarzucić handel, a zamiast niego zająć się nieruchomościami i turystyką, które podobno mają lepsze perspektywy rozwoju na przyszłość. A jak twierdzi członek zarządu King Cross, Marcin Trybus – najlepszą lokalizacją turystyczną na Mazurach jest port w Sztynorcie, przejęty przez firmę w licytacji komorniczej za ok. 15 mln zł.

Port Sztynort

Port jachtowy nad Jeziorem Sztynockim to jednak nie wszystko. Zakupiony teren o pow. 51 ha obejmuje także pensjonat, restaurację oraz zabytkowe zabudowania folwarczne (w tym spichlerz i stajnię) otaczające Pałac rodu Lenhdorffów (obecnie w remoncie, podlega Polsko-Niemieckiej Fundacji Ochrony Zabytków). Tak naprawdę więc Sztynort to zabytkowy dwór pruski, pełen obiektów znajdujących się dziś w opłakanym stanie, ale jednocześnie znaczących historycznie. Np. herbaciarnię w przypałacowym parku (niegdyś barokowym, a dziś zdziczałym) projektował Carl Gotthard Langhans – autor słynnej Bramy Brandenburskiej. Do tego dochodzi otoczenie unikalnej przyrody.

Podziwiam zapał nowego właściciela oraz ludzi próbujących przywrócić blask temu miejscu. Tym bardziej, że taki zakup w pierwszej kolejności oznacza całkiem spore… kłopoty. Przyrodniczo, teren jest objęty kilkoma strefami ochronnymi, a nad zabytkami pieczę trzyma konserwator zabytków. To oznacza, że jakiekolwiek działania inwestycyjne, czy nawet naprawcze, wymagają mnóstwa zezwoleń, spełnienia wielu formalności, a zdarza się, że zalecenia różnych instytucji są ze sobą sprzeczne.

Plusem całej sytuacji jest nastawienie nowego inwestora – zależy mu na utrzymaniu ekologicznych i historycznych walorów Sztynortu. Nie ma więc mowy ani o rozbiórce obecnych ruin, ani o łączeniu ich z nowoczesnymi, przeszklonymi budynkami (a taki pomysł miała jedna z międzynarodowych sieci hotelowych).

Fragment dawnej stadniny – nie będzie łatwo przywrócić ją do dobrego stanu

King Cross zamierza zainwestować w Sztynort w sumie 100-150 mln złotych i uczynić z portu miejsce nowoczesne, ale w tym dobrym sensie – bez tandetnych pamiątek, waty cukrowej, czy nachalnych reklam. Zamiast tego ma być elegancko, z klasą i jak najbardziej w zgodzie z tradycją i naturą. Już teraz mamy tam znakomitą restaurację „Baba Pruska”, której menu niemal w całości opiera się na miejscowych produktach, w tym wyśmienitych rybach (szczególnie polecam tę serwowaną z grzybami na plackach ziemniaczanych). A będzie jeszcze lepiej, ponieważ nowy właściciel chce prowadzić na własne potrzeby gospodarstwo ekologiczne.    

Dobre miejsce do życia i biznesu

Powyższe dwa przykłady działalności organizowanej w pobliżu jezior mogłyby stanowić wstęp może nawet dla całej książki poświęconej mazurskim biznesom. Zarówno tym turystycznym – jak np. szkole żeglarstwa Gertis, prowadzonej przez zakochanego w lokalnej historii Marka Makowskiego, jak i biznesom jachtowym – takim jak stocznia Northman, która jednocześnie czarteruje własne łodzie pod marką Ahoj.

Finalizacja budowy jachtu Northman 1200 – to topowy model stoczni

To, co szczególnie zastanawiające, to pozytywna energia, którą da się poczuć w każdej z tych firm. I przekonanie ich właścicieli oraz pracowników, że dobrego biznesu nie da się prowadzić bez poszanowania dla ludzi oraz dla przyrody, która jest najcenniejszym walorem Mazur.

Podobne wrażenie mogłem wynieść także ze spotkania dziennikarzy z przedstawicielami mazurskich samorządów, które odbyło się w Hotelu Mikołajki. Oczywiście, w wywoływaniu dobrego wrażenia włodarze mazurskich miast mają swój interes, ale ich gotowość do współpracy ponad podziałami (choćby politycznymi), czy też strategia rozwoju, wzbudzają zaufanie. Tym bardziej, że ta strategia nie mówi o rozwijaniu „jakiegokolwiek” biznesu, ale o wybranych jego kategoriach.

Szczególnie mile widziane są firmy, które wykorzystują walory wodne (np. turystyka), drewno (w tym meblarstwo), czy fotowoltaikę. Samorządy z otwartymi ramionami witają także firmy zajmujące się szeroko rozumianym wellness, czy też są nastawione na produkcję i sprzedaż żywności ekologicznej.

Ciekawym rozwiązaniem jest publikowanie na stronie Mazury to Biznes ofert dotyczących sprzedawanych bądź dzierżawionych gruntów i obiektów w poszczególnych gminach (wraz ze zdjęciami działek). Dzięki zebraniu wielu ofert w jednym miejscu, łatwiej znaleźć miejsce na własny biznes.

Hotel Mikołajki *****

Ale, jak przekonują samorządowcy, Mazury to doskonała lokalizacja nie tylko dla tych osób, które chcą prowadzić biznes średniego kalibru. To także świetny region dla tych „najmniejszych” przedsiębiorców – przedstawicieli wolnych zawodów, freelancerów, osób, które mogą pracować z dowolnego miejsca na ziemi.

Być może hasło „rzuć korpo – wybierz Mazury” sprawdziłoby się wyśmienicie. W przerwach pomiędzy zleceniami można przecież popływać łodzią (na początek wyczarterowaną, ale z czasem, kto wie…) lub pojeździć na rowerze (co ułatwi budowana właśnie 300-kilometrowa trasa szlakiem mazurskich jezior). Argumentami za przeprowadzką na Mazury może być także ogólnie wysoka jakość życia oraz dobry dostęp do kultury i infrastruktury technicznej (co oznacza zarówno w pełni uzbrojone działki, jak i dobrą bazę telekomunikacyjną).

Poza tym, jeśli ktoś dobrze poszuka, może jeszcze znaleźć działkę budowlaną lub nieruchomość w cenie, która nie wymaga rozbijania banku, aczkolwiek już teraz nie jest to łatwe, a w przyszłości będzie jeszcze trudniejsze. A to jeszcze jeden argument, aby z decyzją o przeprowadzce na Mazury nie zwlekać zbyt długo.   

Fot. Marcin Pietraszek (c) 


Artykuł powstał na podstawie Study Tour zorganizowanego dla przedstawicieli mediów w czerwcu 2019 roku.


   

Mazury – dla wypoczynku, życia i biznesu
Oceń artykuł

Marcin Pietraszek

Jestem przedsiębiorcą od kilkunastu lat, a ponieważ mały biznes mocno mnie kręci, piszę książki i doradzam innym przedsiębiorcom. Specjalizuję się w marketingu dla małych i średnich firm. Prowadzę agencję marketingową Empemedia.pl.