Fotograf to według Barbary Duchalskiej ważna postać w procesie pamiętania. O tym, jak artystyczne ideały zmieścić w prozie codziennego biznesu oraz jak się ku temu może przysłużyć tak beznamiętna instytucja jak urząd pracy, opowiada w rozmowie z Izabelą Piechotą.

Izabela Piechota: Wiem, że fotografią interesujesz się od bardzo dawna. Co pchnęło Cię do przekucia tej pasji w biznes?

Barbara Duchalska

Barbara Duchalska

Barbara Duchalska, fotografka: Decyzję o założeniu firmy podjęłam mniej więcej pół roku po otrzymaniu dyplomu zakończenia studiów. Był to fantastyczny, choć mało znany w Polsce kierunek: „Wiedza o teatrze ze specjalnością performatyka przedstawień”. Uczyłam się i pisałam prace o modzie, historii codzienności i pamięci kulturowej oraz (pop)kulturze.

Znalezienie miejsca na rynku pracy w Krakowie okazało się dużo trudniejsze niż myślałam. Poza tym nie chciałam już dłużej odkładać myśli o zostaniu fotografką na boczny tor – a od lat interesowałam się fotografią i realizowałam się z tym zakresie. W moim rodzinnym mieście – Mielcu – na początku 2016 roku pojawiła się kolejna pula pieniędzy przeznaczona dla młodych bezrobotnych, skłonnych do założenia firmy. W lipcu moja działalność będzie obchodzić trzecie urodziny.

Jak wyglądał proces uzyskania dotacji z urzędu pracy?

Całość trwała około pół roku. W tym czasie nie mogłam podejmować żadnej pracy zawodowej (konieczność utrzymania statusu osoby bezrobotnej). Uczestniczyłam za to w szkoleniach organizowanych przez urząd, przygotowywałam się do napisania wniosku pod opieką jednej z pań pracujących w urzędzie, ubiegałam się o tzw. deklaracje współpracy z różnymi firmami i przygotowywałam kosztorys. Wniosek złożyłam w drugiej połowie kwietnia, uczestnicząc wcześniej w badaniu / teście zawodowym. Na początku czerwca, w dniu moich urodzin, otrzymałam pismo o pozytywnym rozpatrzeniu mojego wniosku. Firma została oficjalnie zarejestrowana miesiąc później.

Czyli mimo relatywnie długiego czasu oczekiwania na finalizację przyznania środków – nie próżnowałaś! Dlaczego zdecydowałaś się ubiegać o dotację?

Dotacja była niezbędna do rozpoczęcia mojej profesjonalnej kariery. W mojej torbie fotograficznej znajdował się wówczas wysłużony aparat i jeden średniej klasy obiektyw. Dzięki dotacji mogłam zakupić nowy sprzęt fotograficzny i komputerowy niezbędny w codziennej pracy.

Na czym dokładnie polegała ta pomoc zewnętrzna?

Było to dofinansowanie bezzwrotne w wysokości 20.000 zł. Firma musiała być utrzymana przez rok. Większość środków przeznaczyłam na sprzęt, część na reklamę. Nie pamiętam, czy istniał wymóg rozdysponowania części środków na promocję, ale na pewno to, że było to możliwe, stanowiło jedną z zalet projektu.

Czy pomoc z urzędu pracy była kluczowa dla powodzenia biznesu?

Bez niej moja firma powstałaby dużo, dużo później, a być może wcale. Trzy lata temu nie posiadałam własnych oszczędności, nie chciałam też liczyć na to, że otrzymam taką kwotę od moich rodziców. Ponadto do dzisiaj korzystam z wszystkich zakupionych w tym czasie rzeczy.

Jak myślisz, co wpłynęło na pozytywne rozpatrzenie Twojego wniosku?

Fotografowałam od siedmiu lat, wiedziałam więc czego dokładnie potrzebuję. Szkolenia i przygotowywanie biznesplanu pomogły mi poukładać w głowie to, z jaką firmą chcę wystartować, nie powielając na wstępie błędów konkurencji. Samo pozytywne rozpatrzenie wniosku było dla mnie wyraźnym sygnałem, że jest dla mnie miejsce na rynku pracy.

A jakie były trudności?

Ubieganie się o dotację nie jest łatwym procesem i wymaga dużej cierpliwości. Każdy urząd ma własny regulamin przyznawania dotacji. Bardzo często jest on archaiczny lub zawiera absurdalne zapisy. Przykładowo – wymóg ukończenia szkoły fotograficznej (większość fotografów jest samoukami) czy warunek posiadania własnego lokalu przeznaczonego tylko i wyłącznie na studio (podczas, gdy zdjęcia wykonuję jedynie w plenerze lub w mieszkaniach klientów).

Jeszcze jakieś przykłady?

U mnie pierwszy problem pojawił się już przy rejestracji. W oficjalnej bazie zawodów Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej nie znajdziemy bowiem takich zawodów jak teatrolog, krytyk teatru, nie wspominając o performatyku. W urzędzie funkcjonuję więc jako bodajże „kulturoznawca”. Kolejny przykład: w trakcie trwania procesu nastąpił moment, gdy informacja o możliwości pozyskania dotacji zniknęła ze strony urzędu, by ot tak, wrócić tam po kilku dniach. Poza tym podczas pisania wniosku w różnych pokojach otrzymywałam sprzeczne informacje na temat konkretnych zapisów. Problemem jest również długość oczekiwania na wszystkie decyzje. Sześć miesięcy bez możliwości uzyskiwania dochodu, to czas, na który nie każdy może sobie pozwolić.

Porozmawiajmy zatem o samej działalności. Na czym się ona opiera? Są to zdjęcia ślubne, biznesowe, modowe?

Na co dzień zajmuję się przede wszystkim fotografią ślubną i szeroko pojętą fotografią lifestyle’ową, do której zaliczam zarówno zdjęcia rodzinne czy ciążowe, jak również zdjęcia kulinarne, podróżnicze, a nawet biznesowe. W luźniejszych miesiącach wracam hobbystycznie do fotografii mody i organizuję tzw. stylizowane sesje ślubne. Ponadto, oprócz fotografowania zajmuję się także retuszem zdjęć. Obecnie cały mój czas pochłania praca nad własnymi zdjęciami, ale staram się być na bieżąco z nowymi technikami w zakresie obróbki komercyjnych zdjęć, by w przyszłości podjąć pracę z innymi fotografami czy agencjami.

W jaki sposób znalazłaś pierwszych klientów?

Przygotowania odbywały się wielotorowo. Punktem wyjścia był właśnie wniosek o dofinansowanie działalności, który w zasadzie pełnił rolę rozbudowanego biznesplanu. Poznawałam swoją potencjalną konkurencję w Mielcu, w Krakowie i szerzej – w całym kraju. Porównywałam trendy i starałam się lepiej poznać oczekiwania moich potencjalnych klientów poprzez badanie ankietowe. Moja firma miała w głównej mierze utrzymywać się z fotografii okolicznościowej, której w moim portfolio w tym czasie jeszcze nie było – udało mi się jednak w krótkim czasie nadrobić ten brak dzięki uprzejmości innych fotografów i jestem im za to bardzo wdzięczna.

Dzięki nim uczestniczyłam w dwóch różnych ślubach (cywilnym i kościelnym) w charakterze drugiego fotografa, gdzie mogłam spokojnie nauczyć się podstaw pracy. Oprócz tego wykonałam kilka nieodpłatnych sesji moim znajomym. Efekty tych działań umieszczałam w swoich mediach społecznościowych, w grupach skupiających przyszłe pary młode oraz fotografów z branży ślubnej i na portalach ślubnych zawierających bazy firm. Pierwszych klientów przyciągnęło więc przede wszystkim portfolio (nie tylko ślubne – portrety i moda również miały w tym swój udział), a także bardzo atrakcyjna cena.

Jak wygląda realizacja zleceń w Twoim wykonaniu?

Za pomocą fotografii opowiadam historię danej pary, rodziny czy klienta. Staram się, by te opowieści były zarówno piękne, jak i pełne emocji. Używam rekwizytów, które należą do osób, które fotografuję, razem wybieramy także miejsce sesji i rozmawiamy o klimacie, który chcą na niej uzyskać. Staram się także cały czas łączyć nowoczesne podejście z tradycją: wiem, że moje zdjęcia ślubne będą oglądały jednocześnie trzy lub cztery pokolenia. Oprócz galerii internetowej klienci dostają ode mnie także piękny album lub papierowe odbitki. Pakuję je w malowane przez siebie drewniane pudełka, do których mogą włożyć także inne pamiątki: listy, kartki z życzeniami, laurki od dzieci czy pendrive ze zdjęciami wykonanymi przez ich bliskich.

Jakie kanały marketingu są dla Ciebie najważniejsze i najbardziej skuteczne?

Zdecydowanie internet. Przez pierwsze dwa lata zdecydowana większość klientów zgłaszała się do mnie za pośrednictwem jednego z popularniejszych portali ślubnych i Facebooka. W ostatnich miesiącach dołączył do nich Instagram: @barbara_duchalska i moja strona internetowa: barbaraduchalska.pl. Pracuję na terenie całej Polski, mam za sobą także pierwsze zlecenie zagraniczne, więc nie wyobrażam sobie lepszego miejsca do poznawania nowych, interesujących ludzi, którzy mogą stać się moimi klientami.

Jak radzisz sobie z freelancerskim charakterem pracy? Czy zdarzają Ci się „dziury” w zleceniach związane z sezonowością?

Praca fotografa ślubnego jest wyjątkowa. Najintensywniejszy okres przypada na ciepłe, przyjemne miesiące, uściślając: weekendy. Część z nas pracuje także podczas świąt.  Sesje rodzinne czy biznesowe też często organizowane są w dni wolne od pracy klientów. W luźniejszych miesiącach, gdy ilość ślubów zdecydowanie się zmniejsza (listopad – marzec) zajmuję się przygotowaniem ostatnich albumów i domykaniem roku w firmie. Jednocześnie z większą mocą skupiam się na promocji i szukaniu nowych rozwiązań dla sprawniejszego funkcjonowania w następnym sezonie.

Jak wspomniałam, wykonuję też zdjęcia modowe i stylizowane sesje ślubne. Oprócz tego czytam teksty i książki, odwiedzam muzea, oglądam nieprzyzwoite ilości seriali i filmów oraz szukam nowych inspiracji – niekoniecznie stricte ślubnych.

Co jest według Ciebie Twoją przewagą konkurencyjną na tym rynku?

Świadomość istnienia napięcia pomiędzy tym, co modne a tym co tradycyjne i mojej roli w całym złożonym procesie pamiętania. Nasze zdjęcia mają naprawdę niewielkie szanse, żeby przetrwać próbę czasu i budzić te same emocje za 25 czy 50 lat. Celem mojej pracy nie jest zachwyt nad „ładnym zdjęciem”. W galerii powinny znaleźć się zdjęcia, które po latach przypomną klientom o łączącym ich uczuciu, gdy być może pojawi się kryzys, zdjęcia, które będą źródłem wzruszenia i pamięci o tych, których już nie ma, zdjęcia, które klienci pokażą swoim dzieciom i wnukom jako źródło inspiracji np. podczas ich własnych przygotowań ślubnych.

Dlatego w mojej galerii znajdą się zdjęcia zarówno króla i królowej parkietu, jak i samotnej cioci siedzącej od kilku godzin przy stoliku, pojawi się detal sukni panny młodej i mniej urodziwy, śmieszny krawat kuzyna, słodkie zabawy dzieci z animatorem i przepocone ciała pijanych kolegów pana młodego. Staram się łączyć piękno i baśniowość (także za pomocą obróbki i retuszu) z codziennością, którą tak rzadko fotografujemy sami. Wiem, że niektóre zdjęcia będą dla moich klientów cenne dzisiaj, ale inne nabiorą wartości po latach. Chcę, by tymi pierwszymi z radością i dumą chwalili się dzisiaj w swoich mediach społecznościowych, a do drugich wracali po latach w zaciszu swojego domu.

Jak prowadzi się biznes kobiecie-fotograf?

Na pewno kobietom dużo łatwiej pozyskać klientów w przypadku wykonywania zdjęć ciążowych, noworodkowych i rodzinnych. W fotografii ślubnej liczba fotografujących dziewczyn obecnie szybko rośnie. Poza tym w sieci znajdziemy też całkiem pokaźną grupę fotografek (głównie modowych i lifestyle’owych) prowadzących popularne kanały na YouTubie. Wielu klientów docenia nasze podejście do nich i ich gości, dbałość o detale i dyskretną pracę.

Fotografowie obu płci mierzą z różnymi rodzajami stereotypów. Nasi koledzy starają się walczyć z przekonaniem o tym, że każdy fotograf to taki „Janusz z aparatem”, czyli pan w średnim wieku, który przychodzi do pracy w koszulce i szortach, w kościele świeci nowożeńcom po oczach lampą błyskową, a na weselach fotografuje tylko ładne dziewczyny (albo ich bieliznę widoczną czasami w trakcie tańca). Fotografowie (ale też np. zespoły czy DJ-e) częściej doświadczają zachowań agresywnych ze strony gości. Fotografki mierzą się z innymi problemami.

Jakimi?

Półtora roku temu na fali #metoo opisałam swoje doświadczenia po moim pierwszym sezonie ślubnym: na pozór niewinne zaproszenia do tańca (i towarzyszące im już mniej niewinne wyrywanie sprzętu z rąk), seksualne podteksty i propozycje oraz molestowanie w wykonaniu gości, członków zespołu i operatora kamery, to zachowania, o których według mnie nadal mówi się za mało.

Muszę mieć też na uwadze swój wygląd w kościele – jeden rozpięty guzik od koszuli w upalny dzień lub mocniejszy makijaż mogą przesądzić o tym, że ksiądz nie wyrazi zgody na mój udział w mszy z powodu „nieobyczajności” stroju. Tego typu problemy dotyczą przede wszystkim fotografek i mogą wpłynąć na jakość wykonania przez nas usługi.

Z moich obserwacji wynika ponadto, że fotografki nadal zarabiają mniej fotografowie. Bardzo często ta sytuacja wynika z niskiej samooceny lub pozycji jaką dana dziewczyna pełni w swoim domu – brak sprawiedliwego podziału obowiązków domowych, brak czasu, narzucony przez partnera zakaz pracy.

Jak widzisz przyszłość zawodu fotografa? Czy to branża z szansami na duże zyski czy raczej w dobie, gdy każdy ma aparat w telefonie, stoi ona przed zagrożeniami?

Na dzień dzisiejszy staram się być dobrej myśli. O zagrożeniach wynikających z upowszechnienie fotografii cyfrowej i mobilnej mówi się od lat, tymczasem fotografia ślubna i lifestyle’owa rozwija się w ciekawych kierunkach. Coraz więcej osób zaczyna zdawać sobie sprawę z tego, że w ich domach brakuje albumów ze zdjęciami, a foldery na laptopach nigdy nie zostaną ponownie otwarte, bo ilość wykonanych zdjęć jest przytłaczająca. Na komórkach mamy dziesiątki selfie z upiększającym lub  śmiesznym filtrem, wykonanych w przeróżnych sytuacjach: po przebudzeniu, w samochodzie, przed imprezą, koło choinki czy z koszyczkiem wielkanocnym. Brakuje nam zdjęć dokumentujących codzienne życie, które oglądamy w albumach naszych rodziców. Tutaj wyczuwam szansę dla fotografów ślubnych i lifestyle’owych.

Ja w tym sezonie namawiam pary do dzielenia sesji ślubnej na dwa etapy: w strojach ślubnych, wykonaną w pięknym miejscu oraz w ich domu, w ich codziennych ubraniach, gdzie mogą swobodnie poprzytulać się na kanapie, wypić ulubioną kawę lub herbatę i „zapozować” do zdjęć ze swoim ukochanym zwierzakiem domowym, którego nie zabraliby na sesję. Znam fotografów, którzy przyjeżdżają do swoich klientów na kilka dni. Są również tacy, którzy spotykają się ze swoimi klientami regularnie, by dokumentować zmiany w ich życiu i ich relacjach. Dzięki temu na zdjęciach może pojawić się cała rodzina (nikt z rodziny nie stoi za aparatem), fotograf wybiera kilkanaście lub kilkadziesiąt najlepszych zdjęć, przygotowuje album lub papierowe odbitki – to pomaga w odbiorze i skłania do częstszego przeglądania zdjęć.

Jakie masz dalsze plany na rozwój biznesu?

Chciałabym wykonywać więcej zleceń zagranicznych lub ślubów z parami pochodzącymi z różnych państw i kultur. Z jednej strony jest to dobry pretekst do odwiedzania nowych miejsc, z drugiej – źródło fantastycznych wyzwań zawodowych. Chcę też aktywnie uczestniczyć w przenoszeniu i tworzeniu nowych trendów w polskiej branży ślubnej. Mamy coraz większe możliwości, branża rozwija się w bardzo szybkim tempie, pary również otwierają się na eksperymenty i zrywanie z tradycyjnymi, ogranymi  elementami, co bardzo mnie cieszy.

W sezonie 2020 chciałabym także podjąć pierwszą współpracę z młodymi, aspirującymi fotografami. Pamiętam, jaką wspaniałą lekcją były te dwa pierwsze śluby, na których miałam okazję być drugim fotografem i myślę, że teraz powoli przychodzi czas na przekazanie wiedzy innym.

Jakie jest Twoje największe marzenie jako fotografa?

Największym zawsze chyba pozostanie zamieszkanie i zorganizowanie własnego studio w nowojorskim lofcie, gdzie będę mogła wykonywać portrety i sesje modowe.

Życzę, by się spełniło.