Jeff Bezos to przede wszystkim twórca Amazona, największego sklepu internetowego na świecie. Ale ma on też na koncie osiągnięcie o wymiarze kosmicznym – i to dosłownie. Jego firma opracowała pojazdy, które potrafią nie tylko polecieć w kosmos, ale też bezpiecznie wylądować na Ziemi. Czy Bezos był skazany na sukces?

Czytając książkę „Nie bój się błądzić”, szukałem odpowiedzi na pytanie jak to się stało, że właśnie Jeff Bezos osiągnął tak ogromny sukces. Czy to efekt ogromnej determinacji? Dostępu do wielkich pieniędzy? A może niesłychanego talentu?

Myślę, że prawda – jak to często bywa – jest mniej spektakularna. Historia Jeffa Bezosa nie przedstawia drogi od pucybuta do milionera, ponieważ w momencie „wymyślenia” swojej firmy Amerykanin pracował już jako analityk w banku. W tym, aby ruszyć ze swoim pomysłem pomogli mu rodzice, którzy podarowali mu oszczędności swojego życia – 100 tys. dolarów. Można więc pomyśleć, że może po prostu Bezos miał łatwiej niż wielu innych autorów świetnych projektów.

Z drugiej strony, kiedy ma się ambicję stworzenia firmy o ogromnym zasięgu, 100 tys. dolarów nie jest szczególnie wielką kwotą. Można by znaleźć mnóstwo osób, które niczego nie osiągnęły, choć dysponowały wielokrotnie większymi budżetami. Takie pieniądze mogły wystarczyć tylko na start.  

Bezos naprawdę postawił wszystko na jedną kartę. Porzucił Nowy Jork i w ciemno wyjechał do Seattle (w pobliżu swoją siedzibę miał m.in. Microsoft), by dysponując jedynie pomysłem oraz oszczędnościami rodziców rozpocząć nowe życie. I tak jak wielu innych przedsiębiorców, on także zaczynał w garażu, często nocując tam w śpiworze.

Absolutnie więc nie ma powodów, by umniejszać jego osiągnięciom. Ten człowiek musiał wykazać się ogromną determinacją, aby w obcym mieście znaleźć inwestorów, przekonać ich do swoich „szalonych” pomysłów i dostać zielone światło na ich realizację.

Zapewne potrzebna też była odrobina szczęścia; to jednak sprzyja zazwyczaj tym, którzy wiedzą, co chcą osiągnąć. Tymczasem Bezos od początku miał jasną wizję – chciał stworzyć największy sklep internetowy (początkowo księgarnię). Wizję taką miał już w 1994 roku, gdy nawet w USA ogólnodostępny internet był dopiero w powijakach.

Co więc wpłynęło na sukces Jeffa Bezosa?

Wyprzedźmy rzeczywistość

To kluczowy składnik biznesowej strategii Bezosa – i to zarówno w odniesieniu do Amazona, ale i jego drugiej spółki – Blue Origin. Zresztą to samo można powiedzieć o innych jego projektach, takich jak np. Amazon Web Services, zapewniający firmom gotową infrastrukturę internetową.

Za każdym razem pomysły Bezosa były pionierskie. Pojawiały się na rynku przy całkowity braku konkurencji, a ponieważ od początku były odpowiednio dokapitalizowane i dobrze przemyślane, firmy chcące dopiero podjąć walkę o dany kawałek rynkowego tortu, już na starcie miały “pod górkę”. Nawet jeśli konkurenci z czasem się pojawiali, mieli wielki problem, by przeskoczyć poprzeczkę, którą Amazon zawiesił bardzo wysoko.

„Pragniemy wynalazków, szukamy czegoś nowego.”

I to wydaje się stanowić sedno jego podejścia do biznesu – kluczem jest wyszukiwanie potencjalnie dochodowych przedsięwzięć na bardzo początkującym etapie i pompowanie w nie sporych pieniędzy. Aby to mogło się udać, potrzebna jest odwaga do podejmowania dużego ryzyka, nastawienie na innowacje, ale też gotowość do popełniania błędów. Jak mówi Bezos, „jestem przekonany, że działania innowacyjne wymagają czasu, ponieważ po drodze czeka nas niejedna porażka”.

Lepiej być żółwiem niż zającem

Ten śródtytuł pochodzi od Jeffa Bezosa. Tymi słowa biznesmen miał skomentować konkurencję z Elonem Muskiem w zakresie podboju kosmosu. Być żółwiem to w tym przypadku być cierpliwym – powoli, ale konsekwentnie dążyć do celu. Patrzeć na wiele lat wprzód, nie przejmując się za bardzo teraźniejszością. Cieszyć się wizją czegoś, co spełni się dopiero za wiele lat.

Walter Isaacson we wstępie do książki „Nie bój się błądzić” określił to tak: „Jednym z wielu talentów Jeffa Bezosa jest umiejętność bycia entuzjastycznie cierpliwym, a zarazem cierpliwie entuzjastycznym”. Symbolem tej cierpliwości może być zlecona przez niego budowa zegara, w którym wskazówka przesuwa się raz na 100 lat, a kukułka pojawia się raz na 1000 lat. No dobrze, to symbol, pewnego rodzaju performance – a jak podejmowanie decyzji odbywa się na co dzień?

Bezos dzieli ważne decyzje na odwracalne i nieodwracalne. Zasadniczo – jeśli pojawia się jakiś ciekawy pomysł, warto go podjąć, na zasadzie sprawdźmy, co z tego będzie – być może coś wielkiego, ale jeśli okaże się, że brniemy w ślepą uliczkę, zawsze można się wycofać. I to właśnie różni spółki Bezosa od wielu innych dużych firm, które niemal każdą decyzję traktują z powagą tak wielką, że wszelka decyzyjność jest paraliżowana.

W Amazonie generalnie spróbowanie czegoś jest uznawane za lepsze niż powstrzymanie się od jakiejś decyzji. To pomysły i inicjatywy są premiowane (w przeciwieństwie do bierności). Jedyny wyjątek stanowią decyzje faktycznie brzemienne w skutki, nieodwracalne, kluczowe dla dalszego biznesu – te wymagają wielokrotnego namysłu i dyskusji, ale też takie stanowią zdecydowaną mniejszość.

„Powinniśmy myśleć 2 lub 3 lata do przodu, więc nie ma najmniejszego powodu, by właśnie dziś zaprzątać sobie głowę setką decyzji. Wystarczą zaledwie 3 [dziennie], pod warunkiem, że będą najlepsze z możliwych”.

Efekt „wow!”

Nastawienie na innowacje i myślenie strategiczne, choć ważne, to jednak pewnie zdałoby się na nic, gdyby Bezos nie liczył się z opiniami klientów. A to przecież doświadczenie wielu biznesmenów czy wynalazców – pomysłodawca często tak bardzo zachwycony jest swoim dziełem, że zupełnie nie przejmuje się sugestiami odbiorców. To wręcz banalny (i jakże często popełniany) przepis na porażkę.

Na szczęście Jeff Bezos wiedział, że jego sukces będzie możliwy wyłącznie wtedy, gdy klienci zaczną mówić „wow!”. Chodzi więc nie tylko o poprawną realizację zamówienia. Celem jest coś więcej – zachwyt, entuzjazm, spontaniczna radość!

W 1998 roku Bezos w liście do inwestorów napisał: „Naszym celem jest zbudowanie firmy najbardziej na świecie przyjaznej klientom”. A w jednym z wywiadów wyjaśnił: „Nasz sukces wynika z wiecznego niezadowolenia klientów, którzy zawsze oczekują więcej, i to daje nam impuls do rozwoju”.

Dziś np. nikogo już nie dziwi, że w sklepie internetowym lub na platformie sprzedażowej można wystawiać nie tylko pozytywne, ale i negatywne opinie. Amazon był jedną z pierwszych firm, które wprowadziły takie rozwiązanie, pomimo że wywołało ono opór inwestorów. Bezos jednak tłumaczył, że jego celem jest pomaganie klientom w podejmowaniu dobrych decyzji zakupowych.

Tu znów wychodzi na jaw podejście długoterminowe – celem nie jest „wciśnięcie” towaru klientowi, ale spowodowanie, aby chciał wracać w przyszłości. Przyszłość jest ważniejsza niż teraźniejszość.

Sukces ma wielu ojców

  • Poszukiwanie pomysłów z perspektywami na przyszłość.
  • Strategiczne podejście do rozwoju.
  • Dbałość o doświadczenia klientów.

Myślę, że właśnie na tej trójcy opiera się sukces Jeffa Bezosa, szczególnie w odniesieniu do Amazona.

Ale oczywiście nie są to jedyne elementy, które miały znaczenie. Na pewno ważnym składnikiem przepisu na sukces wg Bezosa byłaby mieszanka uporu i pewności siebie – bez tych osobistych predyspozycji trudno byłoby przekonać inwestorów.

Niemniej istotne jest także otaczanie się utalentowanymi ludźmi i odwaga delegowania na nich kluczowych zdaniach. Bezos wielokrotnie podkreśla, jak wiele zawdzięcza właściwie dobranym współpracownikom. Pamiętajmy, że żaden, nawet najzdolniejszy Bezos nie udźwignie w pojedynkę całego Amazona.

Tekst przygotowałem na podstawie książki Jeffa Bezosa „Nie bój się błądzić”. Za jej udostępnienie dziękuję wydawnictwu MT Biznes.