Panika związana z rozpowszechnianiem się koronawirusa w bardzo krótkim czasie wywróciła nasz świat do góry nogami. Mały biznes w czasie pandemii musi bardzo szybko dostosować się do nowych warunków i znaleźć na siebie pomysł. Z drugiej jednak strony – pośpiech bywa złym doradcą i łatwo wpaść w wir bezsensownej pracy – np. tworzyć kiepskie e-booki, których nikt nie kupi. Podejdźmy więc do tematu na spokojnie.

W ostatnich tygodniach byłem bardzo mało aktywny na blogu oraz w mediach społecznościowych. Tym wpisem chcę jednak trochę odnieść się do obecnej sytuacji w Polsce i na świecie, także w kontekście pomysłów na biznes, na jakie trafiam na niektórych popularnych blogach.

Moje spojrzenie na epidemię paniki

W chwili, w której pojawiła się informacja o zamknięciu szkół, poczułem że dzieje się coś niedobrego. To był sygnał, że sytuacja nie poprawi się w ciągu kilku dni i że lada chwila wszystko w naszym kraju się sypnie – w sensie gospodarczym. Byłem chyba nawet wściekły, bo miałem poczucie, że choć w decyzji o zamknięciu szkół, przedszkoli, a chwilę później także w ograniczeniu funkcjonowania większości firm i instytucji w Polsce jest zapewne wiele troski o zdrowie i życie ludzi, to jednak, nie ma za grosz odpowiedzialności za to, jak „zamknięcie Polski” na czas nieokreślony wpłynie na stan gospodarczy kraju.

Obserwowałem też sytuację na świecie i odnosiłem wrażenie, że wiele państw podchodzi do tematu bardziej odpowiedzialnie, starając się ocenić sytuację i związane z nią zagrożenia kompleksowo i w dłuższej perspektywie, a nie tylko – jak u nas – doraźnie. Na dzień dzisiejszy moje spojrzenie nie jest już jednak tak jednoznaczne. Wiedząc, co wydarzyło się we Włoszech i co dzieje się w Hiszpanii, zachowania rządów Szwecji czy Niemiec, które stosują dużo mniej restrykcji niż Polska wydają mi się jednak ryzykowne.

Choć z drugiej strony, działania podejmowane przez władze w Polsce cały czas są zdecydowanie na wyrost (jeśli zestawić je z liczbą osób zarażonych oraz ofiar na tle reszty świata). Nie ulega wątpliwości, że te przesadzone działania mogą sprawić, że ofiar koronawirusa będzie mniej, ale też na pewno niesamowicie wyniszczają gospodarkę i idąc dalej, pośrednio wyniszczą portfele tysięcy Polaków.

Stoimy trochę przed dylematem – ochrony życia lub ochrony gospodarki, a nasza władza najwyraźniej podjęła decyzję, że lepiej żebyśmy wszyscy umarli z głodu, niż żeby zaakceptować jakiś poziom śmiertelności z powodu koronawirusa.

Takie podejście nie jest wcale oczywiste, bo np. Szwedzi szacują, że w ich kraju zachoruje ok. 1% obywateli, ale nie uważają, że z tego powodu należałoby wstrzymywać cały kraj. Jak takie podejście sprawdzi się na dłuższą metę? Tego nie wiemy. Z bólem będziemy obserwować przebieg wydarzeń w najbliższych tygodniach i miesiącach. Dziś nie jesteśmy w stanie określić, czy lepsza jest strategia strachu (jak w Polsce), czy strategia spokoju (jak w Szwecji).

Dlaczego napisałem „Moje spojrzenie na epidemię paniki”, a nie „na epidemię koronawirusa”? Ponieważ dla mnie to nie jest jedno i to samo. To, co nas – na dzień 1 kwietnia – wyniszcza w Polsce, to statystycznie rzecz biorąc, na razie jeszcze nie wirus, a panika. Gospodarka nie stała się ofiarą pandemii, a ofiarą paniki, czy też lęku przed pandemią. Być może wygramy wojnę z wirusem, ale nasza gospodarka już przegrała tę drugą wojnę, wojnę z paniką.

Czy można przenieść firmę do internetu z dnia na dzień?

Moje milczenie w ostatnich tygodniach wynikało z dwóch powodów. Jeden jest bardzo przyziemny – pracuję nad nowym projektem, o którym więcej napiszę już wkrótce.  Milczałem jednak także dlatego, że nie chciałem przyłączać się do tych, którzy z dnia na dzień zaczęli dawać wszystkim wokół dobre rady. Nie podzielałem i nie podzielam ich optymizmu, że to takie proste.

Straciłeś pracę? Załóż firmę – sprzedawaj e-booki, prezentacje, rób szkolenia. Tak, z dnia na dzień. Prowadziłeś sklep stacjonarny? Załóż internetowy i z dnia na dzień skorzystaj na tym, że ludzie przenieśli swoją pracę i dużą część życia do świata on-line. Tak piszą choćby niektórzy blogerzy, a pozytywne jest w tym wszystkim to, że ludzie próbują dodawać sobie otuchy. Ale samą otuchą się nie najemy.

A więc dobrze, czas na moją opinię.

Uważam, że sam kierunek jest dobry. Musimy teraz działać bardziej on-line. Ale każde sensowne działanie wymaga przygotowania. Jeśli będziemy działali w trybie: weź jakąś starą prezentację z pracy (lub byłej pracy), zapisz ją w pliku PDF i zarabiaj na sprzedaży e-booka, w większości sytuacji taka strategia się nie sprawdzi. I to nie tylko dlatego, że jakość takiego e-booka może pozostawiać wiele do życzenia. Problemem może być również to, że jeśli dopiero zaczynasz, to znaczy, że nie masz publiczności, a więc nie masz komu sprzedać takiego szybko skomponowanego dzieła.

Podobnie ze sklepami internetowymi. Stworzenie e-sklepu, który działa i który dotrzymuje kroku innym sklepom z danej branży wymaga dużych nakładów finansów, a nawet jeśli chcesz działać w małej skali, potrzebujesz reklamy, pozycjonowania, zdjęć, opisów produktów i dziesiątek drobnych rzeczy, którym jednak trzeba poświęcić czas. Nie dzień, nie tydzień, a pewnie i nie miesiąc.

Podobnie z kursami on-line. Sam od pewnego czasu prowadzę szkolenia stacjonarne. Mam więc programy, mam  skrypty, ale nagranie przyzwoitego kursu video wymaga chociażby opracowania scenariuszy lekcji, potem przygotowania nagrań i obróbki video. Następnie kurs trzeba wypromować, zebrać uczestników itd. Czy to jest do zrobienia? Jasne, że tak! Ale niekoniecznie z dnia na dzień.

Jeśli więc zakładasz, że chcesz teraz działać bardziej on-line, nie tylko na czas epidemii, ale także na później, idź w tym kierunku. Rozpisz sobie kolejne kroki. Działaj. Ale nie nastawiaj się, że zaczniesz w ten sposób zarabiać w ciągu tygodnia czy dwóch. W wielu przypadkach będziesz potrzebował raczej dwóch lub trzech miesięcy. Uda się, ale to nie będzie ani dziś, ani jutro. Trzeba nastawić się na działania długodystansowe, a nie ad hoc.

Co możesz zrobić już teraz?

Jeśli potrzebujesz działać „na już”, skoncentruj się na swoich dotychczasowych klientach.

Prowadziłeś sklep stacjonarny, który teraz jest zamknięty? Sprzedawaj swoje produkty mailowo, telefonicznie lub nawet stwórz prosty sklep internetowy. Nie zakładaj jednak, że będzie to od razu sprzedaż ogólnopolska. Raczej wywieś kartkę na drzwiach sklepu z informacją, że teraz zamówienia przyjmujesz “na odległość”, być może z dowozem pod drzwi w granicach swojej miejscowości. Skup się na swojej lokalnej bazie klientów i także reklamując się w sieci, staraj się docierać z informacjami o ofercie przede wszystkim do tych, którzy już Cię znają i mają do Ciebie zaufanie. Na budowanie „normalnego” sklepu internetowego z pełną funkcjonalnością czas przyjdzie później.

Osoby, które działały w mniej przyziemnej branży – np. w szkoleniach czy konsultacjach, mogą natomiast wystartować z webinarami czy szkoleniami on-line prowadzonymi na żywo. Sam także idę w tym kierunku. Plus taki, że takie zajęcia można prowadzić niemal identycznie, jak szkolenia stacjonarne, a narzędziowo potrzebujesz przede wszystkim szybkiego opanowania platformy typu Click Meeting lub Zooom (da się to ogarnąć nawet w jeden dzień).

Ale znów – jeśli Twoja praca lub działalność opierała się na takich właśnie usługach, z ofertą uderzaj w pierwszej kolejności do tych, którzy Cię znają. Ich najłatwiej przekonasz do nowego kursu lub szkolenia realizowanego w takiej formie. Dlaczego? Dlatego, że pozyskiwanie nowych klientów może być znacznie bardziej czasochłonne – wymaga uruchomienia strony internetowej, przeprowadzania kampanii reklamowej itd.

Co proponuję przedsiębiorcom w obecnej sytuacji?

Moje rekomendacje na dziś są następujące.

  • W działaniach doraźnych skup się na oferowaniu czegoś, na czym się znasz. Sprzedawaj to ludziom, którzy cię znają (np. dotychczasowym klientom lub osobom, które znasz z pracy).
  • Rozpocznij budowanie przemyślanego biznesu internetowego, ale miej świadomość, że będzie to wymagało czasu – tzn. minimum kilku miesięcy.
  • Czekając na koniec pandemii, pracuj zarówno nad punktem pierwszym, jak i drugim. Pierwszy pomoże Ci tymczasowo ratować finanse. Drugi, pozwoli Ci budować nowy, być może stabilny biznes, z którego najwięcej korzyści odniesiesz prawdopodobnie już po pandemii.

A jakie jest Twoje zdanie? Jakie są Twoje rekomendacje na ten trudny czas dla osób, których firmy już ucierpiały z powodu kryzysu lub które straciły pracę i stoją przed opcją rozpoczęcia własnej działalności w czasie pandemii? Napisz w komentarzu.