Szczepan Twardoch i Mercedes, czyli zupa ogórkowa

Kiedy pojawiła się pierwsza informacja, że Szczepan Twardoch został ambasadorem marki Mercedes, nie była ona zabarwiona emocjonalnie. Podany został jedynie suchy fakt, który wzbudził moje zainteresowanie, zaskoczenie, ale i… radość. To jedna z tych wiadomości, które naprawdę mnie ucieszyły.

Nawet przez moment nie przeszło mi przez myśl, że oto autor pogrzebał etos pisarza, zaprzedał się, czy też podważył zaufanie do polskiej kultury. Takie opinie, z którymi zetknąłem się później, wprawiły mnie w osłupienie i niezrozumienie – albo kogoś faktycznie zżera zawiść, która w połączeniu z promieniami słonecznymi wypaliła już część jego mózgu, albo ktoś nadal żyje w latach ’70 i nie zauważył, że komunizm się skończył, a pokazywanie się z produktami klasy premium nie jest dziś żadną ujmą na honorze.

Jak jednak wspomniałem, zanim stałem się słupem soli, ucieszyłem się. Dlaczego? Oto moja interpretacja tego ogórkowego wydarzenia.

Szczepan_Twardoch_Mercedes_D

Dotychczas ambasadorami marki Mercedes byli w Polsce aktorzy i sportowcy. Dodajmy, że nikt się wówczas nie oburzał. Nikt nie mówił, że Anna Mucha zastąpiła własną twarz mercedesowską gwiazdą. Można było nawet odnieść wrażenie odwrotne i zadawać pytanie, czy marce, która chce kojarzyć się z prestiżem, wypada posługiwać się twarzą serialowej aktorki. Moim zdaniem – choć do samej aktorki nic nie mam – było to raczej popularyzowanie Mercedesa, próba „stargetowania” go jako pojazdu bardziej przystępnego dla przeciętnego Kowalskiego niż podtrzymywanie ekskluzywności. Według mnie, PR-owo był to nie najlepszy wybór.

Natomiast wybór na ambasadora marki Mercedes pisarza, uważam właśnie za powrót rzeczy tego świata na właściwe miejsce. To sygnał, że marka być może nie chce już być kojarzona z celebrytami (lub nie tylko z nimi), ale że stawia na coś więcej od zewnętrznego blichtru.

Pisarz, generalnie, kojarzy się z intelektualną elegancją, jakością, głębią. Jeśli marka chce się wiązać z takimi wartościami, powinna zapraszać do współpracy właśnie ludzi kultury, najlepiej ludzi kultury wysokiej.

Szczepan_Twardoch_Mercedes_C

 

Jestem przekonany, że taki mariaż dobrze przysłuży się marce, ale nie powinien także zaszkodzić (choć jak widać, w Polsce różnie z tym bywa) wybranemu ambasadorowi. Stawianie na równi ambasadorowania dobrej marce z reklamowaniem podpasek czy batoników jest jakimś totalnym nieporozumieniem. I to, że poważni redaktorzy i recenzenci z poważnych gazet, rzekomi znawcy literatury, nie są w stanie wykonać intelektualnej operacji odróżnienia od siebie tych dwóch rzeczy, trochę mnie dziwi, a trochę przeraża.

Ten mariaż – tak, tak panowie i panie krytykanci – korzystny jest nie tylko dla Mercedesa, ale i dla polskiej kultury, w tym dla polskiej literatury!

Przesadzam? Skądże! Zastanówmy się przez moment, kogo pokazują media. Odpowiedź: media pokazują ludzi, którzy są w stanie przyciągnąć oglądalność oraz sponsorów. Pytanie drugie: Dlaczego w polskich mediach tak mało jest programów o kulturze i literaturze? Odpowiedź: media pokazują ludzi, którzy są w stanie przyciągnąć oglądalność oraz sponsorów.

No dobrze, to teraz pytanie trzecie: Dlaczego to dobrze, że Twardoch został ambasadorem Mercedesa, a więc znalazł mecenasa w postaci zamożnej i cenionej, również przez media, marki? Odpowiedź: media pokazują ludzi, którzy są w stanie przyciągnąć oglądalność oraz sponsorów.

Szczepan_Twardoch_Mercedes_E

Czy naprawdę muszę tłumaczyć dalej, co to może znaczyć i jak to można wykorzystać?

Twardoch może okazać się sposobem, by do naszego życia medialnego wpuścić trochę więcej kultury i literatury. Skoro istnieją sponsorzy, dla których pisarze oznaczają prestiż, to jest całkiem realne, że staną się oni mecenasami dla nowych wydarzeń kulturalnych lub na przykład – dla nowego programu telewizyjnego o książkach. W każdym razie, jeśli biznes będzie zerkał w stronę kultury w taki sposób, w jaki robi to właśnie Mercedes, kultura stanie się tematem pojawiającym się w mediach częściej, a nie rzadziej. A czy nie o to właśnie usiłują walczyć ci wszyscy święcie oburzeni przeciwnicy materializmu?

Zresztą, już tak się właśnie stało – o literaturze, chcąc nie chcąc, właśnie rozmawiamy. Nic nie szkodzi, że na razie tylko na marginesie. Dzięki Twardoch-Gate, tysiące ludzie dowiedziało się, że istnieje ktoś taki jak Szczepan Twardoch, że napisał jakąś „Morfinę”. Możliwe więc, że gdy Polacy i Polki skończą już czytać „50 twarzy Greya”, zapytają w księgarni o książkę tego, tego, jak mu tam, co jeździ mercem. Skorzysta autor, księgarz, wydawca, a może nawet czytelnik – a to już coś.

No, więc jakby tak jakoś za rok wzrósł poziom czytelnictwa, nie zapomnijcie, komu powinniście dziękować  😉

Marcin

Właściciel Agencji PR Empemedia, autor książek biznesowych, copywriter.