Przedmioty z duszą – łyk metafizyki po świętach

Pewnie zetknąłeś się kiedyś z pojęciem „przedmiotu z duszą” lub „samochodu z duszą”. Czy zastanawiałeś się, co to właściwie znaczy? I czy dziś ma to jeszcze sens? A może sam chciałbyś zrobić coś, o czym inni powiedzą, że naprawdę włożyłeś w to serce?

Wokół takich właśnie pytań krążyły moje myśli między Gwiazdką a drugim dniem Świąt Bożego Narodzenia. Pretekstem, czy też impulsem do tych rozmyślań był prezent. Mój dwuletni syn otrzymał od dziadków rowerek biegowy. Ot, zwykła rzecz. Model w cenie, w jakiej znaleźć można wiele innych, analogicznych rowerków. A jednak, właśnie od tej rzeczy nie mogłem oderwać wzroku. Drewniana rama, gumowe koła, stylizacja a’la skuter – wiem, że żaden z innych modeli rowerków, w tej samej lub nawet wyższej klasie cenowej, nie podobałby mi się bardziej.

W końcu dotarło do mnie, że jeśli myślimy o „zabawkach z duszą”, mamy na myśl właśnie takie prezenty jak ten. Co je wyróżnia? Co sprawia, że na setki produktów, z którymi mamy do czynienia, tylko niektóre wydają nam się wyjątkowe?

Rzeczy z ludzkim sercem

Zacząłem zastanawiać się nad przedmiotami, które mam i które miałem. O jak wielu z nich byłbym w stanie myśleć z sentymentem? Zaraz, zaraz… Jest! Pomyślałem o samochodzie – ale nie o tym, który mam teraz, ale o starszym, którego już nie mam. Pomyślałem o zegarku, który – choć jest produktem masowym – sprawia mi przyjemność podobną zapewne do tej, jaką u kobiet budzi biżuteria. O kilku innych rzeczach jestem w stanie pomyśleć, że bardzo je lubię i jestem z tych zakupów bardzo zadowolony, ale jednak nazwanie ich przedmiotami z duszą – to jednak byłoby przesadą.

Następnie zacząłem szukać związków pomiędzy różnymi przedmiotami, które ja i inni ludzie czasem uznają za wyjątkowe. Co je łączy? Doszedłem do wniosku, że wyróżnia je… czas. A właściwie czas przekuty na uwagę.

Używając innego określenia, tzw. duszę dostrzegamy w produktach, w których projekt lub wykonanie ktoś „włożył serce”. A więc nie wykonał projektu w przerwie na lunch, ale poświęcił mu bardzo dużo swojej uwagi. Następnie, przekuwając projekt na produkt, nie szedł jedynie za radami księgowych, ale pozostawił pewne smaczki, czasem nawet pozbawione praktycznego znaczenia, które jednak nadają danej rzeczy wyjątkowego charakteru.

Produkt szczególnej uwagi

Czasem mówimy o „meblach z duszą” – mając na myśli antyki, ale także meble wykonywane ręcznie, z wykorzystaniem rzemieślniczych metod. Stół wykonany u szczególnie cenionego rzemieślnika, choć nie mniej funkcjonalny niż ten ze sklepu meblowego, będzie o wiele droższy, ale wyższa cena wynagrodzić ma zarówno lepszej jakości materiały, jak i uwagę, jaką specjalista poświęci temu właśnie, konkretnemu produktowi. Generalnie, bardzo często „przedmiot z duszą” bywa synonimem pracy wykonanej ręcznie i z najwyższą starannością.

Rowerek mojego syna zjechał jednak z taśmy, podobnie jak mój zegarek czy poprzedni samochód. Dusza przypisana może być więc także produktom masowym, ale pod pewnymi warunkami. Po pierwsze – ich projekt musiał być bardzo dokładnie przemyślany, co można poznać albo po użytych materiałach, albo po staranności wykonania (jedno i drugie wcale nie zawsze idzie w parze). Po drugie – zostały zachowane pewne smaczki, czyli drobne, niby nieistotne dodatki, które je indywidualizują i czynią z masowego egzemplarza coś, co w oczach właściciela staje się niemalże dziełem sztuki, a przynajmniej czymś bardzo osobistym.

Czasem nawet jest tak, że jeden producent wytwarza zarówno produkty masowe (z założenia „bezduszne”), jak i takie, którym poświęca szczególną uwagę. I tak np. w motoryzacji Ford produkuje Mustangi, które obecnie stanowią właściwie markę w samą sobie, a Fiat ma w swoim portfolio m.in. bardziej wymuskane modele noszące nazwę Alfa Romeo.

Typowy, masowy produkt „bez duszy” może być praktyczny, funkcjonalny i działać zgodnie z instrukcją. Nie znajdziemy w nim jednak nic ponadto, bo to produkt, który nie ma w sobie żadnej wartości dodanej. Jest skrojony przez inżynierów i księgowych tak, by był dokładnie tym, za co płacimy i niczym więcej. Tak jak mój obecny samochód, który ma wszystko, czego mógłbym oczekiwać od nowoczesnego samochodu, więc wiele osób nie rozumie, kiedy mówię, że „czegoś” mi w nim brakuje.

Coś, co zależy od nas

Jeśli chciałbyś sam stworzyć przedmiot z duszą, właściwie podałem już gotowy przepis. Takiemu produktowi musisz poświęcić więcej czasu, więcej uwagi, a być może też więcej pieniędzy, niż byłoby to minimalnie konieczne. Ktoś, kto go dostanie lub kupi, powinien odczuć, że oto ma przed sobą coś, w co jego twórca włożył serce lub mówiąc jeszcze inaczej – pasję. Tak, tak, tu znów zbliżamy się do tak krytykowanego obecnie perfekcjonizmu; mam wątpliwości, czy produkt z duszą mógłby stworzyć ktoś, kto wierzy, że zrobione jest lepsze doskonałego.

Analogicznie, myślę, że włożyć serce można także w wykonywaną usługę. Właśnie serce jest tym czymś, co sprawia, że z usług jednego stolarza jesteśmy zadowoleni bardziej niż z usług innego, lub że spośród dwóch równie dobrych fryzjerów jednego uważamy za lepszego. Nawet w tłumaczenie tekstu można włożyć serca mniej – wykonując je poprawnie i nic ponadto, albo dbając także o ekstra dodatek w postaci dbałość o rytm lub jak najlepsze oddanie intencji autora.

Do jakich wniosków to wszystko prowadzi? Jeśli o mnie chodzi, myślę, że w nowym roku będę jeszcze bardziej wybredny podczas zakupów. Zresztą, to zmieniało się już w roku, który właśnie dobiega końca. Ja, do niedawna fan zakupów internetowych, coraz częściej czuję potrzebę, by przed zakupem osobiście spotkać się z danym produktem, a nie tylko przeczytać tabelkę z danymi technicznymi lub zapoznać się z testem, którego wyniki wcale nie muszą być (i często nie są) zbieżne z moimi doświadczeniami. Coraz częściej przekonuję się, że przedmiot musi „zaflirtować” z klientem.

Ale analogicznie, sam także chciałbym wkładać możliwie dużo serca w to, co robię. Wierzę, że nawet jeśli ostatecznie zmusi mnie to do wykonania mniejszej liczby usług w wyższej cenie, znajdą się tacy, dla których uzyskana jakość będzie tego warta.

Jeśli sami nie chcemy doświadczać bylejakości plastikowego życia, sami także musimy dbać o to, by nie przyczyniać się do pomnażania bylejakości.

Powinniśmy więc dbać, by to, co robimy, miało faktyczną wartość i by było konsekwencją tego trudnego do uchwycenia rodzaju uwagi i staranności, który bywa nazywany „duszą” lub „sercem”.


A czy Ty masz coś, co mógłbyś/mogłabyś nazwać przedmiotem z duszą? Jestem bardzo ciekaw, co to pojęcie oznacza dla Ciebie 🙂 .

Marcin

Moja specjalność to zarządzanie i marketing w małych i średnich firmach. Dbam o kompleksową promocję moich Klientów w internecie, zaczynając od kont social media, a na kontaktach z mediami kończąc. Moja firma: Empemedia.pl. Moje książki - zerknij tutaj!