Marketing szyty na miarę czy… Ikea?

Czy prowadząc małą firmę, możesz sobie pozwolić na wystandaryzowane działania marketingowe? Czy powielając działania konkurencji, możesz osiągnąć sukces? Prawie każdy, kto czuje się specjalistą w tym temacie, odpowie Ci, że nie. Znów więc pójdę pod prąd…

Działania z zakresu public relations, promocji czy marketingu lubię porównywać do… mebli.

Załóżmy, że urządzasz swoje mieszkanie. Chcesz kupić szafy, łóżko, półki, komodę, biurko itd. Nie wiesz jednak, jakie rozwiązanie będzie dla Ciebie najlepsze, udajesz się więc do eksperta od urządzania wnętrz i pytasz.

Projektant prawdopodobnie będzie zachęcał Cię do tego, abyś nie poprzestawał na gotowych rozwiązaniach. Będzie Cię przekonywał, że w pełni zadowolony z wyposażenia mieszkania będziesz tylko wtedy, gdy każde pomieszczenie zostanie zaprojektowane z uwzględnieniem Twojego indywidualnego gustu i specyficznych potrzeb. Każdy jest inny, każdy więc potrzebuje trochę innych mebli, inaczej skonfigurowanej przestrzeni do przechowywania itd. Tylko takie meble, które zostaną zaprojektowane na indywidualne zamówienie, mogą w pełni spełnić oczekiwania klienta.

Nie mam wątpliwości, że projektant wnętrz mówi prawdę. Właściwie zgadzam się z nim i podejrzewam, że większość czytelników zgodzi się, że rzeczy stworzone specjalnie dla nas, będą lepsze od wystandaryzowanych.

Powinniśmy więc wszyscy kupować meble na wymiar, ubierać się u krawców, a najlepiej także samochody budować specjalnie dla siebie. Tak – wszystko, co szyte na miarę jest lepsze niż masowe.

A jednak, na co dzień często korzystamy z produktów masowych i przeważnie tego nie żałujemy. Sukces marki IKEA to właśnie zwycięstwo praktyki nad teorią. Owszem, fajnie jest mieć meble zbudowane na wymiar wg naszego widzimisię, ale prosta szafa także może dobrze pełnić swoją funkcję, a przy tym kosztować tylko część tego, co projekt i wykonanie szafy na indywidualne zamówienie. Owszem, miło jest założyć ubranie uszyte na miarę, ale nawet osoby zamożne nie posiadają w swych garderobach wyłącznie takich ubrań.

Dokonując codziennych wyborów, wszyscy zgadzamy się na pewne kompromisy w zamian za niższą cenę. A jednak tańsza szafa nadal może być szafą praktyczną, kurtka ze sklepu może być ładna i chronić przed zimnem itd. Dlaczego więc w marketingu miałoby być inaczej?

Nie spodziewajmy się, że ktoś, kto wykonuje szafy na indywidualne zamówienie, powie dobre słowo o meblach do samodzielnego złożenia. Nie spodziewajmy się, że projektant wnętrz doceni mieszkanie urządzone ze standardowych mebli dostępnych w niedrogich sklepach meblowych. Nie liczmy więc także na to, że ktoś, kto jako marketingowiec czy PR-owiec żyje z tworzenia szytych na miarę, indywidualnie dostosowanych do sytuacji każdego klienta rozwiązań, podpisze się pod stwierdzeniem, że standaryzacja może zapewnić skuteczne działania w niższej cenie. A takie właśnie przekonanie jest mi bardzo bliskie.

Jeśli płacisz za projekt działań marketingowych lub reklamowych szyty na miarę, właściwie zawsze zapłacisz więcej niż korzystając z gotowych rozwiązań. W praktyce jednak, ten indywidualny projekt bardzo często polegał będzie wyłącznie na innym ułożeniu tych samych elementów, które otrzyma inny klient.

Na Twoim miejscu raczej bym nie wierzył, że zlecając komuś stworzenie koncepcji marketingowej, ten ktoś na nowo będzie próbował „wymyślić koło”. Specjalista po prostu wie, które mechanizmy działają, które nie i zestawy proponowane poszczególnym klientom i tak będą do siebie bardzo podobne, a różnić będą się od siebie niczym poszczególne pozycje menu w McDonald’s.

Nie ma powodów, aby wstydzić się szafy marki IKEA. Nie ma powodów, by odczuwać wstyd, przychodząc do pracy w ubraniu z H&M (no, chyba że będzie to Balmain). Nie ma też powodów do zażenowania, gdy korzysta się z masowych, ale przetestowanych i dobrze działających usług marketingowych. To, że nie będą one uszyte na miarę, a jedynie poddane zostaną małym poprawkom „krawieckim” nie oznacza, że nie mogą być dobre. Mogą i bardzo często są.

Poza tym jest jeszcze jeden problem. Wymyślając coś faktycznie zupełnie od nowa, nie wiemy, czy to coś faktycznie sprawdzi się w praktyce. W przypadku działań marketingowych, PR-owych lub reklamowych oznaczać to może zabawę w rosyjską ruletkę. Świeża koncepcja to koncepcja ryzykowna.

Dlatego może nie jest wcale złym pomysłem, aby obserwować konkurencję i podglądać, jakie działania marketingowe prowadzi? Nie mówię o tym, aby kogokolwiek kopiować, ale szukanie inspiracji i uczenie się od lepszych lub bardziej doświadczonych nie jest niczym złym.

Jeśli zakładasz nową firmę, nie bój się czerpać z doświadczeń innych, podobnych firm, oczywiście dokonując pewnych poprawek dostosowanych do specyfiki Twojej działalności. To, co przyniosło sukces firmie A, bardzo często może się sprawdzić również w firmie B. Gdyby w biznesie faktycznie nie można było niczego wystandaryzować, nie mogłyby istnieć żadne teorie dotyczące zarządzania czy marketingu.

Na koniec mała dygresja z mojego podwórka.

Moim biznesowym marzeniem jest stworzenie takiej oferty PR-owej lub szerzej – marketingowej – która w relacjach b2b będzie odpowiednikiem tego, czym w branży meblarskiej jest IKEA. Staram się dążyć do tego, by oferta mojej agencji była prosta, wygodna i modułowa. Bez tego całego pieprzenia o tym, że aby dostać wysokiej jakości usługi, muszą być drogie, skomplikowane i szyte na miarę. Nie, jestem przekonany, że nie muszą. Równie dobrze mogą być łatwo dostępne, proste i elastycznie dostosowywane do potrzeb poszczególnych klientów.

Nie daj więc sobie wmówić, że w kwestii marketingu nie masz wyboru. Masz – tak samo, jak w kwestii ubrań bądź mebli.

 

 

Marcin

Zajmuję się promocją małych firm. Prowadzę konta social media, przygotowuję i rozpowszechniam eksperckie informacje prasowe, przeprowadzam kampanie AdWords, kreuję nazwy dla marek. Moja firma: Empemedia.pl. Jestem też autorem książek biznesowych - zerknij tutaj!