Czy warto szukać zleceń na Oferii?

Wśród usługodawców, szczególnie tych z doświadczeniem, dość powszechne jest przekonanie, że aukcjami ofert typu Oferia nie warto zawracać sobie głowy. Dlatego, gdy na pytanie, czy warto szukać zleceń na Oferii odpowiadam pozytywnie, wywołuje to zdziwienie. Może więc zwariowałem?

Idea serwisów ze zleceniami jest bardzo prosta i z biznesowego punktu widzenia nie można jej nic zarzucić. Oto bowiem mamy zleceniodawców, którzy szukają wykonawców gotowych zgłosić się do wykonania zadania.

Tego typu aukcje ofert powinny być więc uwielbiane zarówno przez freelancerów, jak i przez firmy, które w ten sposób mogą pozyskiwać zlecenia. W końcu tutaj mają już jak na dłoni klientów zainteresowanych usługą – nie trzeba inwestować w reklamę, ani przekonywać do zakupu kogoś, kto wcale jej nie chce. W portalu z ofertami klienci już są i tylko czekają na propozycje.

Januszowe aukcje ofert

A jednak, niewielu wykonawców wchodzi na serwisy typu Oferia z uśmiechem na twarzy. Wynika to z kilku problemów.

Najbardziej oczywisty to konkurencja. Jeśli na jedną ofertę odpowiada kilkudziesięciu wykonawców, szanse na „zwycięstwo” są niewielkie. Duża konkurencja prowadzi z kolei do zaniżania cen.

Młody człowiek, bez doświadczenia, ale i bez dużych oczekiwań finansowych, jest w stanie zaproponować bardzo niską cenę za usługę. Zresztą, poniekąd ma rację, bo nawet gdyby pracował za darmo, to w ten sposób zdobędzie pierwsze doświadczenia. Gorzej, że klient nie ma często świadomości, że wybierając tanią ofertę, później otrzymuje usługę zrealizowaną przez kogoś, kto wykonywał ją pierwszy raz w życiu.

I tak dochodzimy do problemu trzeciego – brak selekcji. Tutaj początkujący freelancer jest równy doświadczonej agencji, która ma za sobą tysiące zrealizowanych projektów, a o wyborze oferty często decyduje cena. Z kolei tania, ale i słabo wykonana usługa psuje opinię całej branży, której zamówienie dotyczyło.

Ale jest i problem czwarty – mianowicie, same zlecenia są często absurdalne i świadczą o tym, że zamawiający nie orientuje się ani w stawkach, ani nie rozumie usługi, którą zamawia. Tak jest np. wtedy, gdy ktoś zleca przeprowadzenie kampanii na Facebooku o wartości 100 lub 200 zł i oczekuje zwrotu z inwestycji udokumentowanego odpowiednimi wskaźnikami. Albo zakłada, że usługa, którą wykonuje się przez wiele godzin (np. praca graficzna) może zostać zrealizowana w 10 minut.

Brak znajomości przedmiotu zamówienia przy jednoczesnym roszczeniowym nastawieniu do wykonawców to coś, co przeszkadza mi w portalach ofertowych znacznie bardziej niż samo tylko istnienie licznej konkurencji.

Kluczowi klienci pochodzą z Oferii

A jednak, co jakiś czas wracam na Oferię i zdarza mi się odpowiedzieć na jakieś zlecenie. Dlaczego? Ponieważ, gdy już odsiejemy „januszowe ogłoszenia”, to po ostrej selekcji przeważnie znajdą się także firmy zupełnie poważne, dla których cena nie stanowi jedynego kryterium wyboru. I jeśli uda mi się takiego zleceniodawcę przekonać, że warto zapłacić trochę więcej, ale skorzystać z usług bardziej doświadczonego wykonawcy, to często obydwie strony są z tej współpracy zadowolone.

I mam na to dowody. Dwie firmy, z którymi współpracuję prawie od początku działania Agencji Empemedia do dziś (ok. 5 lat), to zleceniodawcy, z którymi „poznałem się” właśnie na Oferii. Klienci pozyskiwani za pośrednictwem reklam, czy nawet z polecenia, przychodzili i odchodzili, podczas gdy właśnie ci z Oferii pozostali ze mną „na dobre i na złe”.

W pierwszym przypadku zaczęło się od pisania tekstów na stronę internetową. Tak – za niską stawkę, z mojej dzisiejszej perspektywy – bardzo niską. Ale potem, gdy udowodniłem, że moje teksty są tego warte, udało się podnieść cenę do ceny rynkowej, a klient to zaakceptował. To nie wszystko, bo z czasem współpraca w zakresie copywritingu rozszerzyła się o usługi public relations oraz social media. Firma mojego klienta rozwinęła się, a ja cały czas uczestniczę w tym rozwoju, wspierając ją w rozmaitych obszarach. Początkowo była to jedna z kilku firm, które obsługiwałem – dziś śmiało mogę ją nazwać kluczowym klientem.

W drugim przypadku zaczęło się od public relations. Przez pewien czas przygotowywałem teksty eksperckie na temat produktów firmy i kierowałem je do mediów. Jednym z sukcesów tej współpracy była niewątpliwie okładka w Pulsie Biznesu. Później współpraca PR-owa się zakończyła, ale druga firma, powiązana osobą współwłaściciela z pierwszą, potrzebowała kogoś do obsługi kampanii Google AdWords. Dzięki udanej współpracy PR-owej, zostałem polecony i współpraca z drugą firmą trwa do dziś. Poza „adwordsami” przygotowuję także informacje prasowe i w tym przypadku także mówimy o bardzo ważnej dla mnie współpracy.

Tych dwóch, bardzo znaczących dla mnie Klientów, nie byłoby ze mną, gdybym nie korzystał z tej wyśmiewanej przez wielu Oferii. Dlatego, pomimo że zdaję sobie sprawę z wad aukcji ofert, co jakiś czas do nich wracam.

Wiem bowiem, i przekonałem się na własnej skórze, że wcale nie brakuje tam firm, które są warte zaufania i z którymi można nawiązać udaną, a do tego długotrwałą współpracę. Potrzeba tylko trochę cierpliwości i szczerych starań.

Przyłóż się do oferty

Pamiętaj jednak, by składając ofertę, przestrzegać kilku zasad:

  • Nie wklejaj pod każdą ofertą jednej, przygotowanej wcześniej odpowiedzi (niektórzy odpowiadają zupełnie nie na temat).
  • Każdej ofercie poświęć trochę czasu, tzn. spróbuj zrozumieć problem, który za nią stoi i zaproponować dopasowane rozwiązanie.
  • Składając ofertę zwróć uwagę na to, które z Twoich atutów są na tyle istotne, że Twoją ofertę warto wybrać wcale nie ze względu na cenę.

A jeśli weźmiemy pod uwagę tylko tak przygotowane oferty, okaże się, że konkurencja nie jest wcale aż tak duża, jak początkowo się nam wydawało.

PS. Ten wpis nie jest sponsorowany 😉

 

Marcin

Pomagam małym i średnim firmom zdobywać fanów, zmieniać ich w klientów i ambasadorów marki. Jeśli chcesz wiedzieć, jak mogę pomóc Tobie i Twojej firmie, zapraszam do zakładki Moja oferta