Czy biznes może być slow?

Slow business  to określenie, które może brzmieć dla Ciebie niczym „spacerowa wyścigówka” lub „słony cukierek” – a więc jak zbitka przeciwstawnych pojęć. Czy jednak rzeczywiście biznes musi nieść ze sobą szybkość i nerwowość? Wciąż mam nadzieję, że nie.

Być może wiesz, że jakiś czas temu napisałem książkę na temat zarządzania czasem i pieniędzmi. Koncentruję się w niej na tym, jak sprawnie zorganizować swoją pracę i swój biznes, by maksymalnie zwiększyć efektywność.

Wspominam w niej o potrzebie zachowania równowagi pomiędzy pracą i wypoczynkiem, krytykuję pracoholizm jako nieefektywny, poświęcam kilka stron tematowi zarządzania energią wewnętrzną. Powiedzmy sobie jednak wprost: przede wszystkim jest to książka o tym, jak wycisnąć więcej z tego czasu, którym dysponujemy. I choć tematyka „work-life-balance” także się w niej pojawia, nie ona stanowi istotę tej publikacji.

Dziś więc chciałbym poruszyć temat, który w książce trochę zaniedbałem, mianowicie, jak radzić sobie z niszczącą presją, przede wszystkim wewnętrzną, i przełączyć się z trybu „fast”, na tryb „slow”.

Uboczne skutki efektywności

Niestety, osiąganie wysokiej efektywności w długiej perspektywie może być okupione przykrymi konsekwencjami. Stanie się tak wówczas, jeśli wewnętrzną motywację będziesz utożsamiać z presją. Ta presja to nic innego, jak zwiększone napięcie organizmu. Co Ci jednak po tym, że – dzięki wewnętrznej presji – przez cztery dni wyrobisz po 120% normy dziennie, jeśli piątego dnia dopadnie Cię ogromny ból głowy, który uniemożliwi Ci wykonanie czegokolwiek?

Niestety, może się okazać, że osiągając więcej i szybciej w krótszym czasie, okupimy to różnego rodzaju dolegliwościami. To się po prostu nie opłaca – ani ze zdrowotnego, ani finansowego punktu widzenia. Pamiętaj, że to praca jest dla Ciebie, a nie Ty dla pracy i nigdy nie należy stawiać obowiązków zawodowych powyżej dobra własnego organizmu.

Łatwo powiedzieć… W praktyce bardzo często motywujemy siebie stosując wewnętrzną presję. Celowo wywołujemy w sobie stan napięcia, który pomaga nam wejść w pewnego rodzaju trans (czasem nawet przyjemny), pozwalający nam pracować szybciej i na wysokim poziomie koncentracji. Ponieważ dzięki temu faktycznie możemy osiągać świetne efekty, odczuwamy satysfakcję i w efekcie dajemy sobie pozytywne wzmocnienie. I koło się nakręca, a organizm… wysiada.

Jedyną możliwością, by to koło zatrzymać (nie czekając, aż organizm zatrzyma nas wbrew naszej woli) jest świadoma rezygnacja z presji jako narzędzia motywacji (dobrze pisze o tym Michał Pasterski, nie będę więc powtarzał – wystarczy kliknąć).

Slow w pracy i biznesie

I tutaj właśnie dochodzimy do rozwiązania, jakim może być prowadzenie biznesu w stylu slow. Ruch slow koncentruje się na tym, by żyć wolniej i bardziej świadomie. By zrezygnować z pośpiechu i bylejakości, na rzecz głębszego doświadczania życia. Nurt ten dobrze też współgra z ekologią, zdrowym odżywianiem i szeroko pojmowaną etyką – ale tymi aspektami nie będę się teraz zajmował. Mówiąc o biznesie w stylu slow, nie mam więc na myśli (tym razem) społecznej odpowiedzialności biznesu, ale nastawienie do wykonywanej pracy.

„Robienie interesów”, czy choćby realizacja zamówień klientów kojarzy się z pośpiechem i nerwowością. Ale biznes ma także drugą stronę – dobry biznes wymaga opracowania strategii, gruntownego przemyślenia kolejnych kroków, zrozumienia potrzeb klienta, uważnego wsłuchania się w jego potrzeby. A tego nie da się zrobić „na szybko”. Tak naprawdę tylko od nas zależy, czy biznes, który prowadzimy, będzie szybki, spontaniczny, nerwowy, czy może spokojny, przemyślany, oparty na empatii. Swój biznes możesz prowadzić tak jak chcesz, w takim tempie, jaki Ci odpowiada. To bardzo ważne.

Dla mnie styl slow w pracy jest czymś, do czego dążę i czego wciąż się uczę. Niestety, wciąż zdarza się, że piętrzące się sprawy wybijają mnie ze spokojnego rytmu i ponownie ulegam wewnętrznej presji. Tak jak ostatnio. Wróciłem z bardzo udanego urlopu i z nową energią rzuciłem się w wir pracy. Siedziałem za biurkiem, ale czułem się tak, jakbym biegł, bo tak wiele spraw chciałem załatwić w krótkim czasie…

STOP! Właśnie teraz jest dla mnie dobry moment, aby przypomnieć o zasadach, których chciałem przestrzegać. A są one – wg mnie kluczowe – abym mógł pracować w stylu slow. Polecam je także Tobie.

Zasady pracy w stylu slow

  • Jedna rzecz w jednym czasie. Wielozadaniowość nie jest efektywna. Naprawdę dobrze mogę coś zrobić tylko w sytuacji, jeśli w danym odcinku czasu koncentruję się na jednym zadaniu.
  • Nic na teraz. Klient chce, abym zrobił coś dla niego na dziś? Uczę się mówić „nie”. Staram się nie przyjmować zleceń ekspresowych i nie przyjmować próśb o zrobienie czegoś natychmiast, chyba że dotyczy to sytuacji absolutnie wyjątkowej. Działam według harmonogramu, a mój czas pracy nie jest z gumy.
  • Nikt nie ma prawa wywierać na mnie presji. Zdarzyło mi się podziękować za współpracę klientce, która oczekiwała, że będę pracował w jej stylu i jej rytmie. Czułem, że próbowała wywołać na mnie presję, usiłując wpływać na to, w jaki sposób mam pracować. Dziękuję za dobre chęci, ale nie potrzebuję takiej pomocy, a od klientów oczekuję pewnej dozy zaufania. Jeśli tej brakuje, współpraca na pewno nie będzie udana, więc po co się męczyć?
  • Jeśli coś się gmatwa, warto zwolnić. Czasem pracę trzeba podzielić na mniejsze etapy, aby lepiej zrozumieć istotę pojawiających się trudności. Zdarza się, że czuję się przytłoczony obowiązkami lub jakiś projekt osiąga duży poziom komplikacji – wówczas nie należy przyspieszać (co bywa pierwszym odruchem), ale zwolnić.
  • Myślenie o biznesie także jest częścią pracy. Jest bardzo ważne, aby prowadząc firmę znajdować czas nie tylko na „gaszenie pożarów” i wykonywanie bieżących zadań, ale także na sprawy taktyczno-strategiczne. Wiem, że moja firma będzie lepiej funkcjonowała, jeśli uporządkuję biznes w swojej głowie. Czas na myślenie o firmie nie jest ani stratą czasu, ani relaksem – to praca, ważna praca.

Co się stanie, jeśli Ty także zaczniesz przestrzegać podobnych zasad? Być może sądzisz, że pracując spokojniej, zrobisz mniej. To mało prawdopodobne. Nawet jednak, jeśli faktycznie jednego dnia nie wykonasz jakiejś czynności, następnego dnia nadrobisz tę zaległość. Tak naprawdę najważniejsza jest konsekwencja w realizowaniu wszystkiego, co jest do zrobienia, a nie szybkość, z jaką pracujesz.

Nie bez powodu mówi się, że „kropla drąży skałę”. Kropla działa w stylu slow. Bądź jak kropla.

Chcesz coś dodać? Dodaj komentarz.

Idea slow jest w moim odczuciu bardzo bliska idei esencjalizmu, dlatego odsyłam także do TEGO tekstu.

 

Marcin

Właściciel Agencji PR Empemedia, autor książek biznesowych, copywriter.

  • Piotr Fusik

    Przepracowawszy kilkanaście lat jako inżynier oprogramowania, popieram te zasady.
    Mniej doświadczonym wydaje się, że zrobienie czegoś bardzo szybko jest dobre. Zwykle szybko oznacza byle jak.
    Kiedyś nadzorowałem młodego programistę, który dopiero zaczynał, bardzo chciał się wykazać i wykonywał zadania w rekordowym czasie. Zastanawiałem się, jak udaje mu się robić coś szybciej, niż ja bym to zrobił? Pomyślałem nawet „dobry jest”, a ponieważ klient potrzebował jakieś operacje na bazie danych „na dziś”, uruchomiłem program nowego programisty – który na oko nie wyglądał najgorzej. Później musiałem nie tylko poprawiać program, ale również sprzątać bałagan, który spowodował „szybki program” w bazie danych. To drugie na szczęście nie zajęło dużo czasu, ale uważne przyjrzenie się programowi i poprawienie go, aby można było na nim polegać, zajęło już więcej czasu, niż napisałbym to sam od zera.

  • Piotrze, dziękuję za komentarz. Ciekawy przykład. Z drugiej strony – to, co napisałeś, zazębia się trochę o inny temat – „delegowanie zadań”. A to nie jest proste właśnie dlatego, że często mamy przekonanie, że sami zrobimy daną rzecz szybciej i lepiej. W efekcie prowadzi nas do tego, że sami robimy za dużo i nie potrafimy podzielić się obowiązkami (wiem, bo sam tak mam).