10 sposobów na tani urlop za granicą

  1. Korzystaj z komunikacji transferowej

Lotniska często oddalone są od centrów dużych miast, a tym bardziej od małych miejscowości turystycznych. Pojawia się więc problem, jak dotrzeć do celu podróży. Problem robi się szczególnie palący, gdy samolot ląduje w godzinach nocnych. Wówczas nawet, jeśli chcesz przedostać się z lotniska do centrum miasta, możesz mieć pewne obawy co do jazdy nocną komunikacją miejską ze wszystkimi bagażami oraz zazwyczaj jednak jakimś zapasem gotówki.

Rzecz jasna, możemy wybrać taksówkę, to jednak chyba nigdy nie jest rozwiązanie ekonomiczne, a już szczególnie, jeśli weźmiemy pod uwagę taryfę nocna. Faktem jest jednak, że będzie to podróż najpewniejsza i najbezpieczniejsza. Chcąc wygodnie zamawiać taksówkę za granicą, warto zainstalować w telefonie aplikację typu iTaxi, która działa w wielu miejscach na świecie. Po przylocie do danego kraju możemy zamówić taksówkę wprost z aplikacji, bez konieczności dzwonienia i pokonywania bariery językowej.

Tańszą alternatywą jest Uber. Co ciekawe, w krajach, w których Uber jest zakazany, czasem „legalnie” działają jego odpowiedniki – np. w wielu krajach z kręgu ibero-amerykańskiego działa analogiczny do Ubera system Cabify. Taksówkę zamawiamy oczywiście przez aplikację na telefonie.

Można jednak jeszcze taniej, choć drożej niż komunikacją miejską. Tym, czym Booking.com jest w branży hotelowej, tym w branży transportowej jest Shuttledirect.com. Za jego pośrednictwem możemy zamówić stosunkowo niedrogi transfer z lotniska w okolice wybranego hotelu. Rezerwacji oraz płatności dokonujemy przez internet. Minibusy oraz autokary współpracujące z Shuttledirect dowożą pasażerów nie tylko do rozmaitych zakątków dużych miast, ale także pod drzwi hoteli i pensjonatów w małych miejscowościach (a potem z powrotem na lotnisko).

Np. w Barcelonie system ten działa bardzo sprawnie, a goście rozwożeni są po całym wybrzeżu Costa Brava. Co ważne, autobusy transferowe kursują nie tylko w dzień, ale i w nocy. Jedyny poważny minus jest taki, że podróż trwa długo, ponieważ każdy z pasażerów musi zostać dowieziony do miejsca swojego zakwaterowania.

I jeszcze uwaga techniczna – po rezerwacji transportu, od razu wydrukuj sobie potwierdzenie, ponieważ system nie wysyła żadnego potwierdzenia na e-mail (chyba, że w ciągu ostatniego roku coś się zmieniło).

Ci, którzy muszą dojechać daleko i/lub chcą zwiedzać szeroko pojęte okolice, często biorą pod uwagę możliwość wynajmu samochodu. To również można zrobić dość tanio przez internet. Warto wiedzieć, że szczególnie poza sezonem ceny wynajmu małego auta bywają śmiesznie niskie, dlatego mnie także kusił ten pomysł. Tym bardziej, że dobre oferty wyświetliły mi się już zaraz po zakupie biletów lotniczych – od razu na stronie przewoźnika.

Niestety, trzeba mieć świadomość, że podana cena nie obejmuje wszystkich kosztów. Dojść mogą jeszcze rozmaite opłaty (np. ubezpieczenie, paliwo, wynajem fotelika dla dziecka). No i odpowiedzialność za szkody. Fora internetowe pełne są historii osób, którym już po powrocie do kraju obciążono kartę kredytową za rzekome uszkodzenia samochodu.

Powinieneś też wiedzieć, że aby wynająć auto, musisz dysponować kartą kredytową (nie debetową), bo to na niej zostanie dokonany zastaw. Problemem może być też zwrot, a szczególnie odbiór auta w godzinach nocnych – nie wszystkie wypożyczalnie działają całodobowo. Na razie więc pozostaję przy „shuttle-busie”.

Aby zminimalizować ryzyko związane z wynajmem auta, najlepiej korzystać ze sprawdzonych firm, cieszącymi się dobrymi opiniami – należą do nich m.in. Sixt, Avis, Europcar czy Hertz. Niestety, międzynarodowi giganci cenowo wypadają zazwyczaj dużo gorzej od mniej znanych, w tym lokalnych firm.

 

  1. Jedzenie? Tylko z TripAdvisor lub Zomato

Na wakacjach staram się nie jadać w McDonalds, KFC czy innych sieciówkach (do nielicznych wyjątków należał Flunch we Francji, gdzie można zjeść smacznie i niedrogo).

Od kilku lat właściwie całkowicie poddaje się aplikacjom – w Polsce korzystam głównie z Zomato, za granicą z TripAdvisor. Staram się wybierać restauracje, które ze względu na oceny klientów znalazły się w TOP 10 w danej miejscowości lub okolicy.

Podkreślam, że zazwyczaj nie będą to miejsca drogie, ponieważ tam gdzie ceny są wysokie, klienci mają większe oczekiwania i wystawiają surowsze oceny. Natomiast tam, gdzie turysta nie miał pewności czego się spodziewać, a został miło zaskoczony, bardzo często podsumuje swoją wizytę entuzjastyczna oceną (czasem aż za bardzo!).

W gruncie rzeczy, najlepiej oceniane lokale gastronomiczne to przeważnie te, które oferują najlepszą relację jakości do ceny. Jeśli jednak nie mamy co do tego pewności, możemy wyszukiwać restauracje także na podstawie interesującej nas kategorii cenowej.

Trzymając się takiego TOP 10, nigdy nie zdarzyło mi się trafić w miejsce, w którym źle karmią. Czasem pozytywne oceny wydawały mi się nieco przesadzone, ale zawsze udawało się zjeść co najmniej przyzwoicie, bez wydawania przy tym fortuny.

Niestety, dalsze miejsca w rankingu, np. jakieś 20. lub 30. miejsce w niedużej turystycznej miejscowości może już nie być dobrym wyborem i o tym także przekonałem się na własnej skórze. Oczywiście trzeba brać poprawkę na to, że miejsce 20. w małej mieścinie to zupełnie co innego niż TOP 20 w wielkim mieście.

 

  1. Menu dnia

Wracając do bardziej konkretnych oszczędności. W wielu miejscach na świecie (od Pragi po Barcelonę) najlepszą opcją na tani obiad jest „menu dnia”. Wówczas możemy liczyć na dwudaniowy obiad, a czasem i deser, w cenie takiej, w jakiej na podstawie standardowej karty moglibyśmy zamówić np. samo drugie danie. Zdarza się, że w cenie są nawet napoje (w Hiszpanii wino!).

Są też i takie restauracje, które nie mają menu dnia, ale mają tak skonstruowaną kartą, że jest ona konkurencyjne wobec tych lokali, które posiadają taką opcję. Zawsze jednak warto o menu dnia zapytać, tym bardziej, że zdarza się, że niektóre lokale wcale takiej oferty nie eksponują, usiłując namówić turystów na droższe dania à la carte.

Ale uwaga! Przy wyborze knajpki, w której zjesz menu dnia, tak samo (a nawet jeszcze uważniej) sprawdzaj, jakie opinie i oceny ma dany lokal! Jeśli źle trafisz, istnieje ryzyko, że zostaniesz uraczony czymś, co w najlepszym wypadku można uznać za kuchenne pozostałości, których nie udało się wykorzystać do innych dań. A nie o to oczywiście chodzi, żeby „jakoś przeżyć urlop”, ale by zjeść w miarę niedrogo a przede wszystkim smacznie.

 

  1. Zwiedzaj za darmo

Bilety wstępu do atrakcji turystycznych przeważnie nie są tanie, a jeśli każdego dnia chcemy odwiedzić kilka miejsc, ciekawość świata może mocno uderzyć nas po kieszeni. Ale zaraz, zaraz… Czy na pewno chcesz spędzić cały swój urlop w muzeach i podobnych miejscach?

Po pierwsze, jeszcze przed wyjazdem wybierz kilka atrakcji, które z całą pewnością chcesz odwiedzić. Sprawdź, czy bilety można zarezerwować przez internet (zdarza się, że jest wtedy taniej). Po drugie, sprawdź, czy do danego miejsca można wejść za darmo! Nie, nie zachęcam do wchodzenia wyjściem zamiast wejściem (choć przyznaję – w ten sposób, akurat zupełnie niechcący, ominąłem opłaty w Kościele Mariackim w Krakowie). Tak w Polsce, jak i za granicą, w niektórych muzeach (i nie tylko) w niektóre dni lub w niektórych godzinach wstęp jest bezpłatny. Mając wiedzę na ten temat, możemy tak zaplanować zwiedzanie, aby dany obiekt odwiedzić właśnie w tym terminie, gdy nie będzie trzeba płacić. Warto też wiedzieć, że czasem wstęp jest bezpłatny np. na godzinę przed zamknięciem danej atrakcji (tak jest np. ze Złotą Uliczką) w Pradze.

A po trzecie – zamiast urządzać maraton od obiektu do obiektu, warto trochę zwolnić, poczuć klimat danego miejsca, obejrzeć jego architekturę, podziwiać krajobrazy, usiąść na ławce w parku, poobserwować mieszkańców – to nic nie kosztuje, a przecież to do tych chwil będziemy chętnie wracali później we wspomnieniach.

 

  1. Ustal budżet dzienny i staraj się go trzymać

Podczas wyjazdu nie lubię myśleć o oszczędzaniu. Łatwo jednak obudzić się pewnego słonecznego dnia z przysłowiową „ręką w nocniku”. Tu pamiątka, tam deserek, może nieplanowany wstęp do parku rozrywki, może jeszcze jedna pamiątka, zimne piwo, lokalny drink – pieniądze rozchodzą się lotem błyskawicy. A gdy jeszcze weźmiemy pod uwagę, że w krajach, do których wyjeżdżamy, często ceny są wyższe niż w Polsce (w przeliczeniu na złotówki), łatwo narobić sobie poważnych kłopotów.

Aby ich uniknąć, nie pozostaje nic innego jak planować. Jeszcze przed wyjazdem postaraj się policzyć realnie, ile pieniędzy będziesz potrzebować na miejscu. Weź pod uwagę przeciętny koszt obiadu, wydatki na śniadania i kolacje, ale też koszty biletów wstępu oraz rezerwę na spontaniczne wydatki (lody, pamiątki). Następnie postaraj się zarezerwować właśnie taką sumę na cele wakacyjne oraz dodatkowe 20% na wypadek, gdyby Twoje szacunki okazały się zbyt optymistyczne. Założenie jest jednak takie, że tej zapasowej kwoty nie powinieneś ruszać. Celem jest zmieścić się w pierwotnie założonej kwocie.

I teraz w drugą stronę. Będąc na miejscu, powinieneś wiedzieć, jakim budżetem dziennym dysponujesz.  W ubiegłym roku dodatkowo ustaliłem sobie progi ostrożnościowe – tzn. wiedziałem, że do jakiejś kwoty mogę korzystać z pieniędzy w miarę swobodnie, po osiągnięciu progu ostrzegawczego (wyobrażonego jako pomarańczowy), powinienem powstrzymać się – w miarę możliwości – przed dalszym wydawaniem pieniędzy danego dnia. Próg czerwony oznaczał natomiast przekroczenie maksymalnego budżetu przewidzianego na dany dzień – a to już oznaczało, że w dniu następnym będę musiał nieco zacisnąć pasa, żeby pod koniec wyjazdu rachunki się zgadzały.

No właśnie – to ważne! Nie licz na to, że nigdy nie przekroczysz pomarańczowej lub czerwonej linii. Staraj się trzymać „zielonego pola”, ale ważniejsze jest coś innego. Chodzi o to, abyś miał świadomość, kiedy Twoje wydatki przekraczają założony poziom, a gdy nastąpi taki moment, to aby wzmagało to Twoją czujność. I druga sprawa, konsekwencje: jeśli miałem wydać np. 300 pieniążków w jakiejś walucie, a wydałem 400, to następnego dnia muszę „zaoszczędzić” 200, aby trzeciego dnia znów móc sobie bardziej poluzować.

Czasem też jest tak, że z góry wiesz, iż np. jednego dnia masz w planach kilka muzeów, a drugiego chcesz cały dzień wylegiwać się na plaży – wtedy możesz z góry przesunąć sobie część środków z drugiego dnia, na pierwszy. Nie chodzi tu więc o podejście sztywne czy restrykcyjne – celem jest  ułatwienie sobie spędzenia fajnego urlopu bez skakania na główkę w odmęty salda debetowego.

Dużo łatwiej to kontrolować, gdy pilnujemy budżetu dziennego niż wtedy, gdy myślimy o budżecie w kategoriach tygodnia czy miesiąca. W tym drugim przypadku najczęściej jest tak, że w pierwszych dniach urlopu wydajemy za dużo, a w ostatnich pozostaje nam ciułać, pożyczać lub wypłacać dodatkowe pieniądze z drogiego bankomatu.


Uff… Starałem się, by ten tekst był konkretny, a wyszedł najdłuższy wpis na blogu 🙂 . Napiszcie w komentarzach, co sądzicie o moich pomysłach, a także jakie są Wasze patenty, by nie przepłacać w wakacje.

Jeśli interesują Cię inne moje propozycje dotyczące oszczędzania (zarówno czasu, jak i pieniędzy), zachęcam do lektury mojej książki „Czas to pieniądz”.

Niektóre linki w powyższym wpisie są linkami afiliacyjnymi. Obecność linków nie miała jednak wpływu na treść artykułu.

Spodobał Ci się ten wpis? Zapisując się na newsletter, nie przegapisz następnego!

Marcin

Moja specjalność to zarządzanie i marketing w małych i średnich firmach. Dbam o kompleksową promocję moich Klientów w internecie, zaczynając od kont social media, a na kontaktach z mediami kończąc. Moja firma: Empemedia.pl. Moje książki - zerknij tutaj!

  • Kasia Nowak

    Pamiętam jak moi znajomi reagowali zdziwieniem jak mówiłam ze wynajęłam apartament 🙂 A maiłam na myśli własnie wynajmowane mieszkanie w cenie dużo dużo niższej niż rzeczony apartament w hotelu. Do listy polecam dodać Interhome, mają całkiem konkretną bazę, a poza sezonem to można wynająć właściwie za grosze 🙂 PS artykuł bardzo przydatny, ja też muszę się ogarnąć z tym moim kontem walutowym.

    • Dzięki, nie znałem dotychczas Interhome. A co do konta walutowego – już mam, przyszła karta, zrobiłem testowe zakupy i na razie jestem zadowolony 🙂

      • Kasia Nowak

        No to dobrze wiedzieć, że się sprawdza 🙂 Tak sobie myślę, że teraz jeszcze z internetem to jest tyle ułatwień, jeśli chodzi o podróżowanie, że naprawdę wystarczy się dobrze zakręcić, zorganizować i naprawdę można niedrogo wypoczywać w różnych miejscach. Chociaż Ameryka Południowa wciąż jest jeszcze poza moim zasięgiem 😉 a Interhome ostatnio był na pierwszym miejscu w rankingu rzepy więc nie taki nieznany 🙂

  • monika

    Ciekawy mini poradnik. Z tą kartą to nawet bym na to nie wpadł 😉 A co do wyjazdów to najlepiej wybierać Chorwację, ja ją po prostu uwielbiam 😉

  • Katarzyna Robacka

    Ja bym dodała jeszcze punkt – sprawdź przepisy obowiązujące w danym kraju 😉 Znajomi ostatnio wyjechali okazyjnie na narty do Włoch, ale całą okazję szlag trafił gdy dostali mandat za brak kamizelki odblaskowej 😉

  • marian

    Moje ulubione kierunki podróży to na lato Chorwacja a na narty Austria. Wiem że można tanio wyjechać za granicę. Jeżeli zabierze się za to odpowiednio wcześniej to można zarezerwować tani apartament, a przy większej ilości osób na przykład 4-6 wychodzą naprawdę nie duże pieniądze za sobę.